Dziewczynka bezskutecznie próbowała sama wykonać sobie aborcję 2 czerwca. Przez następne trzy dni źle się czuła i aborcji dokonała w końcu za pomocą długopisu, który jej 30-letni chłopak kazał „wepchnąć głębiej”. Dziecko zostało zabite w publicznej toalecie.
30-latek zakopał zwłoki dziecka w lesie niedaleko swojego domu. Wszystko wyszło na jaw, gdy dziewczyna trafiła do szpitala z krwotokiem i lekarze zawiadomili policję.
30-latek przyznał policji, że wielokrotnie uprawiał seks z 13-latką. Okazało się jednak, że rozpoczęli współżycie, gdy miała ona jeszcze 12 lat. Mężczyzna został oskarżony o gwałt na dziecku, przemoc seksualną wobec nieletniej i zbeszczeszczenie zwłok abortowanego dziecka.
Działacze aborcyjni już mówią, że ten przypadek pokazuje, iż należy pozwolić nastolatkom na dokonywanie legalnych aborcji bez zgody rodziców. Natomiast aktywista pro-life, Bryan Kemper, zwraca uwagę, że gdyby dziewczynka udała się do aborcyjnej organizacji Planned Parenthood, to z pewnością zatuszowanoby kwestię współżycia nieletniej z dorosłym. - "Już takie przypadki się zdarzały, co mamy nagrane na taśmie” - stwierdza.
Kemper dodaje także, że nawet gdyby dziewczyna zabiła swoje dziecko w specjalistycznej klinice, a nie w publicznej toalecie, to nie zmieniałoby to faktu, że zabita zostałaby istota ludzka.
Ł.A./Christianportal
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

