- Czułam się jak w filmie grozy – mówi 35-letnia Catherina Cenzon-DeCarlo. Filipińska pielęgniarka, która pracuje w nowojorskim Szpitalu Góry Synaj twierdzi, że od 25 maja, kiedy została zmuszona do asystowaniu przy zabójstwie nienarodzonego dziecka, nie może zasnąć.
25 maja po przyjściu do pracy wierząca katoliczka zorientowała się, że została wyznaczona do uczestnictwa w aborcji. Kobieta od dłuższego czasu podkreślała, że nie chce uczestniczyć w tego typu "zabiegach". Zaczęła więc błagać ordynatora, by nie musiała tego robić i tym razem. Ten jednak powiedział jej, że ciężarna w 22 tygodniu jest w stanie przedrzucawkowym (dolegliwość związana z nadciśnieniem tętniczym u matki) i jeśli aborcja nie zostanie przeprowadzona, kobieta zginie.
Gdy Cenzon-DeCarlo zorientowała się, że ordynator ją okłamuje i stwierdziła, że nie powinno się wykonywać aborcji, przełożeni zagrozili jej konsekwencjami zawodowymi – zarzucając jej niesubordynację i narażanie życia pacjentki. Później, gdy dociekała prawdy, okazało się, że jej obawy się potwierdziły – życie ciężarnej nie było zagrożone, kobieta po prostu chciała pozbyć się dziecka. - Czułam się oszukana – mówi pielęgniarka. - Nigdy nie myślałam, że to może się zdarzyć – dodaje.
Dzień później dowiedziała się od związku zawodowego, do którego należy, że jeśli chce brać nadgodziny, musi zgodzić się asystować przy aborcjach. - Lekarze i pielęgniarki nie powinni być zmuszani do porzucania swoich przekonań i brać udziału w aborcji, by zachować swoje miejsca pracy – mówi Cenzon-DeCarlo. - Przybyłam do tego kraju z myślą, że wolność religii jest tutaj święta – twierdzi Filipinka.
Teraz pielęgniarka we współpracy z chrześcijańską organizacją Alliance Defence Fund chce doprowadzić do utraty przez szpital pieniędzy z budżetu federalnego. Twierdzą, że placówka złamała prawo zmuszając swoją pracownicę do udziału w "kontrowersyjnym zabiegu medycznym".
sks/New York Post
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




