Parlamentarzyści uznali, że czas na kolejne udogodnienia dla Brytyjek w kwestii dostępu do aborcji. Prawdopodobnie wiosną ciąże do dziewiątego tygodnia będą mogły usuwać w swoich lokalnych przychodniach.
Wystarczą dwie wizyty u lekarza rodzinnego, podczas których kobieta otrzyma środki wczesnoporonne. Dotychczas były one dostępne jedynie w szpitalach i klinikach prywatnych.
Zdaniem krytyków nowej ustawy, zwiększy ona jeszcze i tak już wysoką liczbę aborcji przeprowadzanych na Wyspach. W samej tylko Anglii i Walii przeprowadza się obecnie 200 tysięcy zabiegów przerwania ciąży rocznie. To drugi - po Stanach Zjednoczonych - wynik w zachodnim świecie.
Zdaniem przeciwników nowych regulacji, łatwiejszy dostęp do aborcji sprawi, że wiele kobiet będzie usuwać ciążę pod wpływem impulsu. Tego samego zdania jest posłanka z ramienia partii konserwatywnej Nadine Dorries, która oskarża rząd o napędzanie aborcyjnej koniunktury.
- Rząd robi wszystko, co w jego mocy, żeby ułatwić dostęp do aborcji. To zaniedbanie rządowego obowiązku opieki zdrowotnej.
Z oświadczenia rzecznika Ministerstwa Zdrowia wynika, że celem przepisu umożliwiającego przerywanie ciąży w przychodniach nie jest zwiększenie liczby zabiegów, ale danie kobietom wyboru. Decyzję o ułatwieniu dostępu do leków wczesnoporonnych ministerstwo motywuje również tym, że wczesne aborcje niosą ze sobą mniejszą ilość komplikacji.
Brytyjskie prawo aborcyjne należy do najbardziej liberalnych na świecie. Przerwanie ciąży dopuszczalne jest nawet do 24 tygodnia. Zalegalizowane zostało na Wyspach Brytyjskich w 1967 roku, a po ponad 30 latach od tej decyzji ministrowie najwyraźniej zdecydowali się wprowadzić ułatwienia. Do zmiany przepisów skłoniły parlamentarzystów doniesienia o aborcyjnym półoficjalnym podziemiu. Okazuje się, że już wcześniej położne w wielu klinikach planowania rodziny rozdawały kobietom pigułki wczesnoporonne.
AJ/dailymail.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

