- Jeśli odejście papieża było zaplanowane, a przypuszczam, że tak było, to, oczywiście, kandydat na jego następcę jest wstępnie ustalony - powiedział portalowi Onet.pl prof. Henryk Hoffmann, religioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I chociaż profesor zarzeka się, że to tylko spekulacje, a główną przyczyną abdykacji jest choroba, to jednak podobnych wypowiedzi można usłyszeć w ostatnim czasie bardzo wiele.
W niemal identycznym tonie wypowiada się Arkadiusz Robaczewski z Centrum Tradycji i Kultury. Przedstawiciel środowisk tradycjonalistycznych również podkreśla, iż podobne domysły mają charakter spekulacji, ale przyznaje, że w pierwszej chwili odebrał decyzję Benedykta jako "wyraz roztropności w trudnej sytuacji Kościoła". - Jesteśmy świadkami nieustannej walki o pryncypia cywilizacyjne, która toczy się, nie można mieć co do tego wątpliwości, również za Spiżową Bramą. Być może papież - wobec tych bojów - chciał zachować choćby moralny i psychologiczny wpływ na przebieg i wynik konklawe i nie chciał, aby odbywało się dopiero po jego śmierci? To kolejny znak zapytania - mówi Robaczewski w rozmowie z portalem Fronda.pl.
Do bardzo zbliżonego wniosku doszedł prof. Adam Wielomski, redaktor naczelny konserwatywnego periodyku "Pro Fide, Rege, et Lege", który w rozmowie z portalem Fronda.pl zwrócił uwagę, że Ojciec Święty miał czas przemyśleć strategię wyboru następcy, aby następny papież mógł kontynuować konserwatywne reformy. - Myślę, że zmiany w kolegium kardynalskim, jakie miały miejsce w ostatnich latach, właśnie w tym kierunku zmierzały. Nie zdziwię się, jeżeli następca Benedykta XVI będzie pochodził spoza Europy, być może nawet z Afryki. Musimy pamiętać, że Europa jest moralnie, teologicznie i religijnie w stanie głębokiego kryzysu. Również Jan Paweł II mówił w „Przekorczyć próg nadziei”, że być może niebawem czarnoskórzy misjonarze z Afryki będą nas ewangelizować. Nie wykluczałbym tej wersji - tłumaczy profesor.
Może zamiast sięgać do proroctwa Malachiasza i snuć apokaliptyczne wizje, podsycane własnym przerażeniem, lepiej znowu zaufać Ojcu Świętemu, który niejednokrotnie dawał świadectwo, że jest odpowiedzialnym pasterzem? Pasterzem, który konkretnymi decyzjami, bez teatralnych gestów, pokazał, iż jest w stanie zmieniać oblicze Kościoła w duchu Prawdy.
Benedykt XVI dokonał rzeczy, które jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu wydawały się czymś niemożliwym, jak choćby konstytucja apostolska "Anglicanorum coetibus" czy milowy krok na rzecz rewitalizacji Tradycji w Kościele katolickim. Czyżby Benedykt XVI - po raz kolejny - wykonał kawał niewdzięcznej roboty dla dobra Kościoła? Miejmy nadzieję.
Aleksander Majewski
