Mężczyzna zgubił swój dowód osobisty, dlatego pokazuje na bramie legitymację poświadczającą niepełnosprawność ruchową na której widnieje jego adres, pieczątka i zdjęcie. Ale to ne wystarcza, aby trafić do więzienia.
Szarawarski ma mieszane uczucia: - Zawsze myślałem, że to oni powinni gonić skazanego, a mnie powinno zależeć, żeby nie pójść do pierdla. A tu takie coś... Zatrzasnęli mi bramę więzienia przed nosem jak jakiemu psu. A ja już przecież przygotowałem się psychicznie do odsiadki. Chciałem jak człowiek przyjść sam, umyty, z domu, a nie żeby mnie ściągali z ulicy jak najgorszego - tłumaczy.
Mężczyzna wyjaśnia, że dostał "osiem miesięcy za wyłudzenie dwóch tysięcy złotych kredytu". To nie pierwsze jego problemy z prawem, ale tłumaczy, że zawsze trafiał za kratki "za niewinność".
Okazuje się, że mężczyzna nie może dostać dokumentu potwierdzającego tożsamość, bo jego zdjęcia nie ma w policyjnej bazie danych. Nie figuruje również w rejestrze osób poszukiwanych. - Jeśli skazaniec zapłaci 17 złotych, dostanie zaświadczenie. Ale on nie ma tych pieniędzy, wszystko wydał na targowisku - tłumaczy jeden z policjantów. Jego kolega po fachu jest jednak innego zdania: "Nie ma mowy - nawet za 17 złotych".
Maciej Daszkiewicz z biura prasowego bydgoskiej policji potwierdza taką wersję wydarzeń: - Przyznaję, że w komisariacie Szwederowo pojawił się mężczyzna, którego nie wpuszczono do aresztu, bo nie miał dokumentów. Jednakże nic nie mogliśmy z nim zrobić. Ten człowiek nie ani jest poszukiwany, ani ścigany. Puściliśmy go wolno - relacjonuje funkcjinariusz.
AM/Gazeta.pl

