Wolski w tej książce sięgnął po wielokrotnie już przez siebie testowaną historię alternatywną. „Cud nad Wisłą” jest próbą pokazania, jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby w 1989 roku Lech Wałęsa był politycznym geniuszem, gdyby nie zwyciężył układ ubecko-partyjny, gdyby Adam Michnik nie stworzył największej i najważniejszej polskiej gazety, gdyby nie było „grubej kreski”. Słowem: gdyby w dzieje polskie, jak zwykle nie wmieszały się złe duchy.

I trzeba przyznać, że wizja to piękna. Generał Jaruzelski (główne postaci ukrywają się pod lekko zakamuflowanymi nazwiskami) ucieka z Polski, generał Kiszonka popełnia samobójstwo, gazeta Adasia Pysznika przeżywa finansowe katusze, a w Polsce nie tylko dokonuje się reprywatyzacja, ale również błyskawiczna prywatyzacja, w której biorą udział zwykli obywatele, a nie przede wszystkim UB-ecy. W roku 1990 jesteśmy już zatem w miejscu, do którego chcieli Polskę doprowadzić twórcy pojęcia IV Rzeczpospolitej, czyli w wolnym, suwerennym państwie, które błyskawicznie buduje autostrady i troszczy się o wykształcenie obywateli. A wszystko dzięki premierowi, a później prezydentowi Szwendale, który otrzymuje od sił anielskich wielką wiedzę, wspaniałe sumienie, znajomość języków, a na dodatek odwagę, by przyznać się do tego, że w młodości zarejestrowano go jako TW Ciulka. Ta piękna historia nie może trwać jednak zbyt długo, więc po roku takich rządów do akcji znów wkracza Szatan i próbuje rozwiązać problem. Jak? O tym już czytelnicy muszą przekonać się sami! Ale ostrzegam, że rozwiązanie to bliskie jest naszej rzeczywistości.

W tle wielkich politycznych przemian, jak zwykle u Wolskiego rozgrywa się romans (tym razem Kasia/Kasandra jest głęboko wierzącą katoliczką), toczy się walka o życie poczętego dziecka i ścierają się siły Dobra i Zła (duże litery są tu użyte całkowicie świadomie). Jednym słowem świetnie napisany kawałek historii alternatywnej połączony z political fiction.

Skąd zatem owa gorycz, od której zacząłem tę recenzję? Odpowiedź jest oczywista. Otóż gorycz bierze się stąd, że czytając książkę Wolskiego uświadamiamy sobie niezwykle głęboko, jak wiele utraciła Polska, jak daleko moglibyśmy być, gdyby wtedy – na początku lat 90. – nasz kraj miał inny rząd, gdybyśmy nie pozostali w ogonie przemian, ale odważnie przecierali jego szlaki, gdyby zamiast porozumiewać się z ubekami, doszło do oczyszczenia… Mogło być tak pięknie i mądrze…

I tu dochodzimy do drugiego powodu gorzkości tej zabawnej książki. Otóż u Wolskiego wcale nie jest jasne, czy mogło być tak pięknie. Nieprzypadkowo przecież koniec tej fabuły jest tragiczny…

Tomasz P. Terlikowski

M. Wolski, Cud nad Wisłą, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2010, ss. 271

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »