Na jakim etapie jest pana film o katastrofie smoleńskiej? Jest już scenariusz, budżet, wybrani aktorzy?

 

- Do współpracy przy scenariuszu zaprosiłem pana Marcina Wolskiego. Scenariusz powstaje. Trwa rejestracja fundacji, której celem jest zbieranie pieniędzy do tego filmu. Do tej pory nas nie zarejestrowano. Trochę to jednak trwa, ale wierzę, że się to w końcu powiedzie. Z aktorami mam wstępne rozmowy, ale czekam aby przedstawić im ostateczny scenariusz. Niektórzy już wyrazili zgodę. Niektórzy w ciemno proszą, aby wziąć udział w pracy przy tym filmie. Trudno mówić jednak o konkretach.

 

Kiedy wstępnie planuje rozpocząć zdjęcia.

 

- Dwie rzeczy są tutaj niezbędne. Od scenariusza zależy decyzja producenta i dystrybutora, którzy wstępnie wyrazili chęć podjęcia takiego tematu. Druga rzecz to działalność fundacji. Muszę wiedzieć jakimi środkami będziemy dysponować, bo to będzie jednak drogi film.

 

Jaki okres będzie obejmował film?

 

- Od 10 kwietnia 2010 r. do mniej więcej tego dnia, kiedy przystąpimy do zdjęć. Specjalnie zostawiam samą katastrofę na koniec zdjęć, bo jeszcze wiele może się okazać. Musieliśmy już kilkakrotnie zmieniać scenariusz np. gdy ukazała się informacja, że w kokpicie pilotów nie było gen. Błasika, że wiele przyczyn okazuje się niewiarygodnych jak brzoza. Jestem optymistą, że gdy zaczniemy film to sprawa samej katastrofy będzie bardziej klarowna, że komisja sejmowa pod przewodnictwem pana Antoniego Macierewicza zbierze wystarczającą ilość materiałów.

 

Ważna jest tutaj aktualność?

 

- My w fabularnym filmie będziemy rekonstruować pewne rzeczy zgodnie z faktami. To musi być aktualne. Dla mnie niewiarygodna jest ilość kłamstw wokół tej katastrofy. Ten film ma przypomnieć opinii światowej, co naprawdę wydarzyło się w Smoleńsku. Należę do ludzi, którzy uważają, że Polska nie może być normalnym krajem, jeśli ta sprawa nie jest wyjaśniona.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski