Chciałbym żyć w takim społeczeństwie, w którym znaki religijne będą cieszyły się pełną wolnością. Jeżeli jest taka wola ludzi, aby ten znak chrześcijaństwa, jakim jest krzyż, był obecny w różnych miejscach, tam, gdzie przebywają ludzie wierzący, to wydaje mi się, że osoby niewierzące czy innego wyzanania, w imię tej tolerancji, o której tak wiele się mówi, a która niestety zwykle działa tylko w jedną stronę, nie powinny mieć problemu z szanowaniem cudzych poglądów, wartości.
Wydaje mi się, że możemy dojść do takiej sytuacji, w której w tzw. przestrzeni publicznej w końcu zabraknie miejsca dla krzyża. Aczkolwiek to bardzo szerokie pojęcie, bo wszędzie tam, gdzie znajdują się ludzie jest przestrzeń publiczna. Jeżeli będziemy mówić, że nie może być w tej przestrzeni żadnych elementów czy znaków naszej religijności, to trzeba będzie być konsekwentnym – mówię to z przekorą – i zlikwidować Polski Czerwony Krzyż, krzyże na karetkach pogotowia jeśli jeszcze są... Przydrożne kapliczki i krzyże również. Tak doszlibyśmy do absurdalnych rozwiązań.
Nie możemy ulegać presji jakiejś grupy osób, która kompletnie nie rozumie tego, i być może w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że żyje w społeczeństwie, w którym większość ludzi jednak przyznaje się do swojej wiary, przyznaje się do symbolu tej wiary, jakim jest krzyż. Trzeba sobie powiedzieć jedno – pewne zachowania, które wynikają z naszej wielowiekowej tradycji, akceptujemy, przyjmujemy. Dla mnie to naturalne. Umieć wychowywać nie ku temu, żeby zdejmować znaki i zostawiać pustą przestrzeń, ale umieć wychowywać do tego, aby wzajemnie swoje znaki religijne szanować. I tym się Polska dotychczas szczyciła. Ale w tej chwili mamy nagonkę agresywnego ateizmu, który w sposób zdecydowany chciałby zabrać nam krzyże z przestrzeni publicznej.
A czy kościół, kaplica, świątynia – nie znajdują się także w przestrzeni publicznej? I czy za chwilę nie pojawią się postulaty, abyśmy z naszych świątyń także pozdejmowali krzyże, bo mogą kogoś razić? A jednak – i trzeba to chyba przypomnieć także niektórym politykom – katolicy stanowią większość w tym kraju i zdaje się, że ta większość także płaci podatki, więc ma prawo do tego, aby swoje przekonania publicznie manifestować.
Not. Marta Brzezińska
