Autorka powołuje się na „przeciekłą do prasy korespondencję”, z której ma wynikać, że „rząd PiS zamierza wymienić kierownictwo i kluczowych pracowników polskich instytucji zajmujących się tematyką żydowską na ludzi sobie posłusznych” – czytamy.
Bronisława Wilsteina, nowo powołanego członka rady muzeum „Polin”, określa jako „skompromitowanego”, co – jak zawsze bez podania szczegółów rzecz jasna – ma dawać „dużo do myślenia”.
Tragiczna dla autorski wydaje się „zmiana narracji historycznej dotyczącej postawy Polaków w czasie okupacji”.
Kaul powołuje się przy tym, jak wielu innych "badaczy", na całkowicie pozbawioną dowodów historycznych literaturę fikcji, czyli książkę Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, dotyczącą spalenia Żydów w stodole w Jedwabnem.
- Obecny zamiar rządu wykreowania nowego obrazu Zagłady jest niepokojący, a działalność Wildsteina może doprowadzić do następnego niepotrzebnego konfliktu – pisze Kaul.
- Przed laty Wildstein gościł w naszym domu w Nowym Jorku i okazał się wtedy niewątpliwie inteligentnym człowiekiem – więc trudno mi sobie wyobrazić, żeby sam wierzył w opinie, które w tym wywiadzie wypowiada – czytamy dalej.
Szczególnie niepokoi autorkę tekstu to, że Bronisław Wildstein chce dokładnie przyjrzeć się i ponownie przebadać prawdziwe fakty dotyczące Holokaustu oraz prawdziwych sprawców zagłady żydów na ziemiach polskich, którymi tak naprawę byli Niemcy. W sprawie Jedwabnego odbył się już nawet proces cywilny, który to jednoznacznie stwierdził. Autorka jednak mieszkająca w Izraelu widocznie nie nadąża za śledzeniem polskiej prasy. Być może nadal więc sama wierzy w to co pisze.
Niepokoją ją słowa Wildsteina o Grossie: „nie jest żadnym badaczem, ale osobnikiem, który nienawidzi Polski i usiłuje ją pokazać w najgorszym świetle. Opowiada bzdury o setkach tysięcy Żydów mordowanych przez Polaków w czasie II wojny światowej. Na potwierdzenie swoich opowieści nie ma żadnych dokumentów, ale udaje mu się uzyskać spory rezonans”.
Jest też jakby zdziwiona, co podkreśla w „Tygodniku TVP” Wildstein, niewielką ilością i mało znaczącą rolą szmalcowników.
„Wokół getta warszawskiego działali przestępcy, tzw. szmalcownicy, którzy szantażowali Żydów usiłujących wydostać się za mur, by uzyskać korzyści majątkowe, albo bezpośrednio przekazywali ich Niemcom. Możliwość łatwego i bezkarnego zarobku ściągała męty społeczne. Nie wiadomo, ilu było takich odrażających typów, czy kilkuset, czy blisko tysiąc. Na milionowe miasto nie jest to duża liczba” – podaje Wildstein.
- Kontrowersyjna próba reformy Polinu, muzeum, które przyczyniało się do pozytywnego wizerunku Polski, może doprowadzić do kolejnego kryzysu w stosunkach polsko-żydowskich, który odbije się szerokim echem na świecie – kończy swoje wywody Rimma Kaul.
