Prof. Varkey stwierdził: „Gdyby nie moje poglądy na temat płci, seksualności i życia ludzkiego, nie zwolniono by mnie”. Nauczyciel uznał, że prawdziwą przyczyną pozbawienia go pracy była wyznawana przez niego religia. First Liberty Legal Group, firma adwokacka, która reprezentuje Varkey’a w sądzie, poinformowała, że wprawdzie college odmówił podania przyczyn zwolnienia, ale decyzja nastąpiła po tym, gdy 28 listopada zeszłego roku czwórka studentów wyszła z jego wykładu.

Nauczyciel od 20 lat uczył tego samego o ludzkiej rozrodczości: że płeć określają chromosomy X i Y, a do poczęcia dochodzi w wyniku zbliżenia seksualnego kobiety i mężczyzny. Varkey informował też swoich uczniów, że „życie zaczyna się, kiedy zygota zaczyna się dzielić, a nie kiedy dziecko się urodzi”.

Po tym, jak studenci opuścili jego zajęcia, gdy uczył tych podstawowych faktów, profesor Varkey otrzymał 10 stycznia powiadomienie pocztą elektroniczną, że wpłynęła na niego skarga za naruszenie zasad etycznych w czasie zajęć z biologii w okresie jesieni. Kiedy poprosił o wyjaśnienie, o jakie dokładnie „naruszenie” chodzi, nie otrzymał odpowiedzi, a 27 stycznia poinformowano go o zakończeniu współpracy.

Varkey twierdzi, że choć jest chrześcijaninem ewangelikalnym, to nigdy nie uczył swoich studentów o swoich przekonaniach religijnych. Także do chwili incydentu z zeszłego roku nikt nigdy nie skarżył się na przekazywaną przez niego wiedzę z zakresu biologii. Tymczasem w powiadomieniu o zwolnieniu go z pracy jest mowa o rzekomych „dyskryminacyjnych komentarzach na temat homoseksualistów i osób transpłciowych, retoryce antyaborcyjnej i mizoginicznych żartach” oraz nauczaniu religijnym. Takich skarg miało być kilka.

Co ciekawe, skargi na nauczyciela dotyczyły także stosowanych przez niego pomocy naukowych, takich jak diagramy przedstawiające męską i żeńską fizjologię oraz wczesne etapy ludzkiego rozwoju. Wynika z tego, że college zwolnił profesora za przedstawienie podstawowych faktów z zakresu biologii.