Wytrawny kieszonkowiec z Brukseli

Zdaniem Kloc, Komisja Europejska zachowuje się niczym "wytrawny kieszonkowiec", nakładając na Polaków ogromne koszty związane z dostosowaniem się do nowych norm. "Jeszcze tego nie czujemy, ale nasze portfele już zmieniły właściciela" - przestrzega europosłanka.

Dyrektywa Budynkowa oznacza konieczność przeprowadzenia kosztownych remontów już odnowionych domów i bloków, np. w celu rezygnacji z ogrzewania gazowego. Czas na dostosowanie się do nowych wymogów jest zbyt krótki, a wydatki - gigantyczne.

Drożyzna to drugie imię Zielonego Ładu

Wdrażanie ambitnych celów klimatycznych Unii Europejskiej nieuchronnie pociągnie za sobą wzrost cen energii elektrycznej i cieplnej. Obiecywane przez rząd działania osłonowe są zdaniem Kloc "dalece niewystarczające" do ochrony portfeli polskich rodzin.

Bez radykalnej zmiany politycznej w UE, nie ma szans na powstrzymanie "zielonej rewolucji", której koszty przyjdzie ponieść zwykłym obywatelom. Europosłanka porównuje to do "zbiorowego samobójstwa wyznawców egzotycznej sekty".

Złagodzenie skutków dla polskiego górnictwa

Pewnym sukcesem było wynegocjowanie przez Kloc złagodzenia zapisów Dyrektywy Metanowej, co uchroniło śląskie kopalnie przed koniecznością natychmiastowego zamknięcia. Udało się też uzyskać derogacje dla kopalń wydobywających węgiel koksowy.

Mimo to - czytamy - konieczne będą inwestycje w technologie przechwytywania metanu, co wygeneruje dodatkowe koszty dla branży. Kloc podkreśla, że w obecnym składzie Parlamentu Europejskiego nie ma większości zdolnej do zablokowania tych niekorzystnych regulacji.

Polityczne priorytety ponad dobro obywateli

Postawa Komisji Europejskiej i części europosłów, w tym Donalda Tuska, wskazuje, że realizacja ideologicznych priorytetów klimatycznych jest ważniejsza niż ochrona standardu życia europejskich obywateli. Doświadczenia Polaków z wdrażaniem Zielonego Ładu to bolesna lekcja, jak centralistyczne decyzje w Brukseli mogą uderzać w zwykłych ludzi.