Kijów oświadczył, że negocjacje z Moskwą podejmie jedynie po odejściu Władimira Putina, ponieważ nie można negocjować z terrorystą. Tymczasem obecnie to Rosji bardziej niż Ukrainie zależy na podjęciu rozmów. W środę szef rosyjskiego resortu obrony Siergiej Szojgu musiał wydać rozkaz wycofania wojsk okupanta z Chersonia.

- „Odwrót sił rosyjskich wymaga czasu, a walki w obwodzie będą trwać w miarę jak wojska ukraińskie będą się przesuwać i napotykać przygotowane wcześniej rosyjskie linie obrony, zwłaszcza wokół Chersonia”

- komentuje amerykański Instytut Badań na Wojną.

- „Zawieszenie broni pozwoliłoby Kremlowi na zrobienie przerwy, której rozpaczliwie potrzebuje, by odbudować swoje siły”

- oceniają eksperci.

Chociaż Kijów nie wyraża chęci do rozmów z Moskwą, coraz wyraźniej naciskają na to Amerykanie.

- „Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wie, że wojna może zakończyć się tylko przy stole negocjacyjnym”

- powiedział wczoraj rzecznik Departamentu Stanu Ned Price.

Zapewnił, że Stanom Zjednoczonym zależy na niepodległej, suwerennej, demokratycznej i zasobnej Ukrainie, która będzie w stanie się obronić.

- „To jest coś, o co w dłuższej perspektywie można się starać i co można osiągnąć przy stole negocjacyjnym. Prezydent Zełenski i rząd ukraiński to wiedzą”

- stwierdził.

Przyznał przy tym, że nie widzi, aby Rosjanom zależało na prowadzeniu realnych negocjacji, a za ich deklaracjami szły jakieś czyny.

Już kilka dni temu „Washington Post” donosił, że Waszyngton namawia władze Ukrainy do podjęcia negocjacji. Gazeta przekonywała jednak, że celem Białego Domu nie jest zepchnięcie Ukrainy do negocjacji z Putinem, ale zapewnienie Kijowowi utrzymania wsparcia państw, które ostrożnie odnoszą się do wspierania wojny mogącej trwać jeszcze wiele lat.