Opowiadając o wspomnianych umocnieniach, dowódca kompanii inżynieryjnej budującej stanowiska ogniowe poinformował, że nikt się przez nie nie przeciśnie. Dodał:
„Żeby zaatakować z tego kierunku trzeba być głupcem”.
Jak przypominają media, rok temu Rosja uderzyła na Ukrainę między innymi z obwodu homelskiego na Białorusi. Wspomniany kapitan dodał, że w tym regionie kopy i umocnienia przygotowano w 2014 roku, kiedy Rosja zajęła Krym i zaatakowała Donbas. Teraz są tylko odświeżane.
Okopy są poszerzane, a ich ściany wzmacniane stalowymi tarczami. Ich celem jest ochrona przed odłamkami. Do tego miejsca wróg dotrzeć może przez otwarte pola od strony lasu lub przez most na trasie prowadzącej w stronę granicy z Rosją.
„Przez pola nie przejdą, bo nawet teraz, kiedy jest mróz, ziemia przymarzła tylko z wierzchu” – informuje dowódca, podkreślając że most można w razie konieczności wysadzić.
Jeden z wojskowych powiedział w rozmowie z mediami, że choć z Rosjanami nigdy nie można być niczego pewnym, gdyby nacierali od tej strony, nie mieliby absolutnie żadnych szans.
