Zazwyczaj partie będące w opozycji wobec urzędującego prezydenta tryumfują w wyborach połówkowych, toteż rezultat wyborów przeprowadzonych w połowie kadencji Joe Bidena jest dla Demokratów raczej powodem do satysfakcji niż poczucia klęski. Demokratom udało się utrzymać większość w Senacie, co jest konsekwencją m.in. porażek kandydatów promowanych przez Donalda Trumpa. Również w Izbie Reprezentantów Demokraci stracili wyjątkowo niską liczbę mandatów, ale utracili kontrolę nad Izbą. To oznacza, że Joe Biden wchodzi w trudniejszą połowę swojej kadencji.

Zdobycie przez Republikanów większości w Izbie Reprezentantów znacznie związuje ręce prezydentowi, który od tej pory będzie miał znacznie mniej swobody w realizacji swoich inicjatyw. To jednak nie jedyny problem. Republikanie będą mogli odtąd prowadzić parlamentarne śledztwa i wzywać na przesłuchania przed komisjami, na co od dawna czekali. Szczególnie wyczekiwana przez Republikanów była możliwość rozpoczęcia śledztwa ws. biznesów syna prezydenta. Obecnie śledztwo ws. potencjalnych przestępstw podatkowych, których miałby dopuszczać się Hunter Biden, prowadzi prokuratura federalna.

Republikanie chcą też wszcząć śledztwa m.in. ws. genezy pandemii koronawirusa i roli doradcy medycznego Bidena, wycofania wojsk z Afganistanu czy kryzysu na południowej granicy.

- „Spodziewamy się najgorszego: przesłuchań przed komisjami każdego tygodnia, impeachmentu co dwa tygodnie”

- mówi „pól żartem, pół serio” w rozmowie z PAP działacz Demokratów.