Wedle ustaleń Onetu, po zakończeniu sylwestrowej imprezy Daniel Martyniuk miał głośno wyzywać swoją żoną.
- „Cały czas wyzywał ją od ku***. Ta dziewczyna strasznie płakała. Prosiła go, by się uspokoił. On darł się jednak we wniebogłosy przed wyjściem. To jak on traktował tę dziewczynę to koszmar. Wówczas pierwszy raz interweniowała ochrona, a po chwili policja”
- relacjonuje Onetowi jeden z gości hotelu.
Wówczas mężczyzna miał się na chwilę uspokoić. Jego żona udała się do pokoju, a on dalej pił alkohol w hotelowej restauracji. W końcu zaczął jednak zaczepiać innych gości. Wyrwał też smyczek muzykowi grającemu w hotelu.
- „Ten człowiek zachowywał się jak dziki. Cały czas przy tym klął na cały głos i ciągle szukał u kogoś zaczepki. Później znów poszedł do pokoju awanturować się z żoną. Policja i ochroniarze interweniowali jeszcze dwa razy. Za drugim razem ten mężczyzna krzyczał, kim jest, bo myślał, że go to uratuje. Później obiecał policjantom, że się uspokoi. Nie zrobił jednak tego. Ostatecznie chyba po trzecim przyjeździe zakuli go w kajdanki i wzięli na komendę”
- opowiadają źródła Onetu.
