Macron w trakcie debaty poparł prawo Ukrainy do samoobrony, w czym mieści się także możliwość ataków na cele zlokalizowane w Rosji przy pomocy zachodniego uzbrojenia.

Scholz zaś tradycyjnie już jest przeciwny takiemu rozwiązaniu.

„Prezydent Francji Emmanuel Macron podczas swojej wizyty w Niemczech opowiedział się za tym, by pozwolić Ukrainie na użycie zachodniej broni do ataków na cele wojskowe na terytorium Rosji. Eksperci uważają, że od strony prawa międzynarodowego jest to uzasadnione” – czytamy na łamach Leipziger Volkszeitung.

„Kanclerz Olaf Scholz jak zwykle należy do tych, którzy się w tej kwestii wahają. Ignoruje fakt, że to Władimir Putin eskaluje i że trzeba go zatrzymać. Leży to nie tylko w interesie Ukrainy, której przetrwanie jest zagrożone – także w interesie Niemiec, Europy i świata zachodniego” – czytamy dalej.

„Prezydent Rosji Władimir Putin popełnia zbrodnie wojenne nie tylko poprzez bombardowanie celów cywilnych. Mimo to prowadzimy w Europie dyskusję o tym, czy Ukraina ma prawo działać za pomocą zachodniej broni przeciwko celom wojskowym w Rosji – także czy np. ma prawo zestrzelić w rosyjskiej przestrzeni powietrznej samolot, zanim zrzuci on bomby szybujące” – czytamy w artykule opublikowanym na łamach Mitteldeutsche Zeitung.

Na łamach niemieckiej prasy przedstawiono jednak także zdanie przeciwne, zgodnie z którym zrozumiały jest sprzeciw Scholza wobec wykorzystanie zachodniej broni do ataku na Rosję.

„A jednak sprzeciw dla „otwartego ognia”, taki jak w USA, jest co najmniej zrozumiały. Ponieważ niezależnie od tego, jak precyzyjna może być współczesna broń, jest niewyobrażalne, że w pewnym momencie nie będzie „cywilnych” szkód i ofiar śmiertelnych. Czy to przez przypadek, czy to dlatego, że może u jakiegoś ukraińskiego dowódcy obudzi się żądza odwetu i celowo obierze on za cel obiekty niemilitarne” – czytamy na łamach pisma „Die Glocke” z Nadrenii Północnej-Westfalii.