Urodzony w Tychach, siedmiokrotny reprezentant Polski, który podczas ostatniego mundialu w Katarze znalazł się w biało-czerwonej kadrze, lecz nie zagrał na mistrzostwach świata ani minuty - przeżył wczoraj na Stadio Carlo Castelani w Empoli wspaniałą niedzielę.

Wracający dość świeżo po kontuzji Szymon Żurkowski, który w swej całej karierze w polskiej Ekstraklasie strzelił zaledwie 5 goli, uzyskał wczoraj hat-tricka, co nigdy wcześniej nie udało się żadnemu innemu polskiemu piłkarzowi występującemu w jednej z najsilniejszych na świecie lig piłkarskich, jaką bez wątpienia jest włoska Serie A.

Żurkowski otworzył wynik meczu z Monzą już w 13 minucie pięknym strzałem z woleja niemal z linii pola karnego.

Drugie trafienie dołożył w 38 minucie, gdy przytomnie uderzył głową na bramkę, a piłka odbijając się od poprzeczki znów znalazła się w siatce rywali.

Teatr jednego aktora zakończył Szymon Żurkowski w 73 minucie spotkania ustalając wynik meczu na 3:0 dla Empoli.

Żurkowski w dwóch ostatnich kolejkach Serie A uzyskał już łącznie 4 gole, co jak na piłkarza nie będącego napastnikiem jest bez wątpienia osiągnięciem imponującym.