Choć Raków wygrał pierwsze emocjonujące spotkanie pod Jasną Górą 3:2, to jednak przed rewanżem faworytem do awansu pozostawał doświadczony na międzynarodowej arenie azerski zespół.

Tym bardziej, że Karabachu do tej pory nie udało się wyeliminować żadnej z polskich drużyn. Wyższość drużyny z Azerbejdżanu musiały uznać w poprzednich latach zarówno Wisła Kraków czy Piast Gliwice, jak i Legia Warszawa. I nawet robiący w ubiegłym sezonie furorę w Lidze Konferencji Lech Poznań poniósł przed rokiem w Azerbejdżanie sromotną klęskę przegrywając na wyjeździe z Karabachem aż 1:5 w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Tymczasem popularne „Medaliki” z Częstochowy kontrolowały wczoraj wydarzenia na boisku, nie pozwalając zbyt często gospodarzom rozwijać skrzydeł w ich poczynaniach ofensywnych.

I to właśnie podopieczni Dawida Szwargi objęli niespodziewane prowadzenie na Stadionie Olimpijskim w Baku po znakomitej akcji i golu mającego za sobą występy w reprezentacji Chorwacji Frana Tudora w 52 minucie meczu.

Gdy 8 minut później Albańczyk Redon Xhixha uzyskał wyrównanie dla gospodarzy, wydawało się, że czarny scenariusz, tak często przerabiany przez polskie zespoły w starciach z Karabachem się powtórzy.

A jednak Częstochowianie mądrze kontrolowali wydarzenia na boisku i choć zespół z Azerbejdżanu miał swoje znakomite okazje do zdobycia gola, to jednak ostateczne Raków zdołał wywalczyć w Baku zwycięski remis 1:1, premiujący polski zespół awansem do trzeciej już rundy eliminacyjnych zmagań o udział w Champions League.

W następnej rundzie Raków Częstochowa zmierzy się z cypryjskim Arisem Limassol o awans do decydującej batalii o udział w Lidze Mistrzów i z pewnością nie jest w tej rywalizacji bez szans.

Bez względu jednak na wynik potyczki z Cypryjczykami mistrzowie Polski z Częstochowy, wczorajszym wyeliminowaniem Karabachu i tak zapewnili już sobie udział w grupowych rozgrywkach Ligi Konferencji Europy, co jest historycznym wydarzeniem w całych futbolowych dziejach zespołu spod Jasnej Góry.