Pod koniec maja w szpitalu w Nowym Targu zmarła 33-letnia kobieta w piątym miesiącu ciąży.
- „W tym konkretnym przypadku początkowo wszystko było dobrze. Pacjenta otrzymała dużą dawkę antybiotyku, który na podstawie doświadczeń powinien obejmować również bakterie, które najczęściej powodują zakażenie. Niestety okazało się, że bakteria jest oporna na ten antybiotyk i przyszedł taki moment, w którym pogorszyły się parametry zakażenia. Był to moment, w którym należało tę ciążę zakończyć. Nie wiadomo, czy pacjentkę udałoby się uratować, ale przynajmniej byłoby poczucie, że zrobiono wszystko w tym kierunku”
- wyjaśniał po tragedii konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii prof. Krzysztof Czajkowski.
Sprawę próbują wykorzystać środowiska lewicowe, przekonując Polaków, że lekarze nie zdecydowali się na zakończenie ciąży przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku, w którym za niekonstytucyjną uznano przesłankę pozwalającą na dokonanie aborcji w przypadku wykrycia choroby dziecka. W Polsce wciąż legalna jest jednak aborcja w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia matki. Do argumentów opozycji odniósł się w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
- „W naszej ocenie – opartej na faktach, analizie dokumentacji medycznej, opinii wybitnego eksperta – pana prof. Krzysztofa Czajkowskiego, krajowego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa, ale też naszych wewnętrznych ekspertów, doszło do sytuacji określanej mianem błędu medycznego, związanej z naruszeniem szeregu praw pacjenta”
- wyjaśnił.
- „Moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Mam zresztą takie wrażenie, że powołanie się na wyrok TK staje się już taką trochę wygodną wymówką – w mojej ocenie dość nielogiczną – mającą uzasadnić, dlaczego do tego błędu medycznego doszło”
- dodał.
Podkreślił, że zgodnie z polskim prawem, lekarze powinni poinformować pacjentkę o ryzyku i do niej powinna należeć decyzja o terminacji ciąży. Wskazał też, że zastosowania w tym przypadki nie miałaby klauzula sumienia, ponieważ nie można powoływać się na nią w przypadku, w którym zwlekanie z podjęciem interwencji może spowodować utratę życia, ciężkie uszkodzenie ciała lub ciężki rozstrój zdrowia.
- „Śmierć pacjentki nie miała nic wspólnego z wyrokiem TK czy klauzulą sumienia”
- zapewnił.
Powtórzył, że w jego ocenie „bezsprzecznie doszło do naruszenia praw pacjenta i bezsprzecznie mamy do czynienia z błędem medycznym”.
