Lech Wałęsa ma żal do posłów Platformy Obywatelskiej o to, że poparli w Sejmie nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym. Po piątkowym głosowaniu były prezydent oświadczył w mediach społecznościowych, że wycofuje swoje poparcie dla ugrupowania Donalda Tuska, bo „otworzyło PiS-owi drogę do środków unijnych”.
Mimo to Wałęsa wciąż podtrzymuje swoje poparcie dla projektu utworzenia wspólnej listy wyborczej opozycji. W rozmowie z Wirtualną Polską przypomniał też swój plan na odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy.
- „Zgłaszałem już dawno, co bym zrobił, ale nie posłuchano mnie”
- żalił się były prezydent.
Jaki to plan? Chodzi o… obalenie rządu za pomocą zebranych podpisów.
- „Mówiłem, że jeżeli PiS się nam nie podoba, a jesteśmy za demokracją, to pozbierajmy podpisy na rzecz odwołania tego rządu. Jeżeli zbierzemy więcej podpisów, niż PiS miał głosów w wyborach, to żądamy jak najszybszych nowych wyborów”
- powiedział.
Zebrane podpisy mają też mieć znaczenie w tworzeniu przyszłego rządu.
- „W zależności od tego, kto zbierze ile podpisów, tyle dostanie miejsc na listach wyborczych i w zarządzaniu różnymi organizacjami. Wymyśliłem proste rozwiązanie na tę sytuację”
- podzielił się swoim pomysłem Lech Wałęsa.
