Komisja Europejska przez miesiące zwlekała z akceptacją polskiego Krajowego Planu Odbudowy, która jest warunkiem uruchomienia środków z unijnego Funduszu Odbudowy. Bruksela powoływała się na rzekome problemy Polski z przestrzeganiem zasad państwa prawa i domagała się likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Po miesiącach negocjacji udało się osiągnąć porozumienie, w które wpisuje się prezydencki projekt noweli ustawy o Sądzie Najwyższym przewidujący likwidację Izby. Dziś wizytę w Polsce złożyła Ursula von der Leyen, aby oficjalnie ogłosić akceptację polskiego KPO. Zastrzegła przy tym, że aby środki trafiły do Polski, najpierw musi zostać spełniony szereg warunków.

- „Obecna Izba Dyscyplinarna zostanie zniesiona i zastąpiona niezawisłym sądem. Po drugie reżim dyscyplinarny musi być zreformowany. (…) Po trzecie, sędziowie, którzy ucierpieli w wyniku decyzji ID SN mają prawo, by ich sprawa została poddana rewizji przez kolejną, nową izbę. Te trzy zobowiązania, które zostały przekute w kamienie milowe, muszą zostać wypełnione, zanim jakiekolwiek wypłaty zostaną dokonane”

- podkreślała.

Działania Komisji Europejskiej nie u wszystkich polskich polityków budzą entuzjazm. Rozczarowany jest m.in. europoseł Leszek Miller, który przekonuje, że szefowa KE nie powinna przyjeżdżać do Polski, dopóki trwają prace nad nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym.

- „Jeszcze zobaczymy, co się stanie w Sejmie. Jeśli oni to zrobili tylko po to, by dzisiaj premier Morawiecki i prezydent Duda pokazali pani Ursula von der Leyen, że ściśle współpracują z opozycją, a na kolejnym posiedzeniu Sejmu to wszystko zostanie odrzucone, to Komisja Europejska i pani Ursula von der Leyen zostaną wystrychnięci na dudka. Wyjdą na idiotów”

- stwierdził.