Reżyserka udzieliła wywiadu „Gazecie Wyborczej”, w którym mówiła o swoim najnowszym filmie „Zielona Granica”.

- „Zrobiłam kilka filmów o historii bardziej odległej - trzy filmy o Holocauście, Obywatela Jonesa o Hołodomorze. I kiedy zobaczyłam, że historia dzieje się na naszych oczach i nagle stwarza sytuacje, w których te zagrożenia i wybory, o których kręciłam tamte filmy, się aktualizują, to wiedziałam, że powinnam o tym opowiedzieć”

- powiedziała.

- „To był imperatyw. Poczułam, że po latach spokoju nadchodzą do nas czasy bezpośrednich zagrożeń. A to było jeszcze przed atakiem na Ukrainę. Miałam poczucie, że trzeba opowiedzieć tę historię teraz, zanim to wszystko się ucukruje i zanim za 20, a może 40 lat aktywiści, którzy dziś biegają po lasach, będą uznani za polskich Sprawiedliwych i nagle się okaże, że wszyscy wtedy pomagali”

- dodała.

Na jej wypowiedzi zareagował minister Stanisław Żaryn, który zwraca uwagę, że sprawą powinny zainteresować się organizacje dbające o pamięć o Holokauście. Polityk zwrócił się do Światowego Kongresu Żydów.

- „Powinniście się temu przyjrzeć. W tych rozmowach polska reżyser przywołuje co chwila #Holokaust i wykorzystuje go do walki politycznej. Porównuje również Zagładę do tego, co dzieje się na Białorusi. To wygląda, jak szarganie pamięci Ofiar dla celów politycznych!”

- napisał pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej.

Sprawa wywołuje poruszenie w mediach społecznościowych.