Autor zwraca uwagę, że wybielanie zbrodniarzy różnego formatu w literaturze, filmie czy sztuce bazuje na fałszywej antropologii oświecenia.
- Podczas gdy chrześcijanie wskazują na zranienie człowieka grzechem i jego nieusuwalną skłonność do zła, oświeceniowi filozofowie antychrześcijańscy głosili pierwotną niewinność istoty ludzkiej, wyprowadzając wszystko, co w niej złe, z wpływów struktur, do których jest wdrażana w ramach socjalizacji – czytamy.
Chmielewski zauważa, że skażenia takim sposobem myślenia nie dało się również uniknąć w Kościele, a prym zdaje się w tym brać tzw. teoria „relatywności”, która sprawdzona w gwiazdach zdecydowanie źle przenosi się na moralność i etykę działań człowieka.
- Fałszywa, oświeceniowa antropologia ma duży wpływ również na postrzeganie zdrajcy Chrystusa, Judasza – zauważa autor.
Dalej przywołuje dwa współczesne przykłady zaprezentowanego wyżej sposobu podejścia – ojca Grzegorza Kramera oraz publicysty Tomasza Terlikowskiego.
O. Kramer 5 kwietnia – zapewne w ramach refleksji wielkanocnych - nazwał Judasza „naszym przyjacielem” – „przyjacielem tej części w nas, która jest tragiczna, miotana różnymi motywacjami, która nie widzi rozwiązania”. Judasz według niego maiłby już nie być „symbolem potępienia, ale postacią, która przeżywa tragedię” żyjąc nadzieją, że „zbawienie jest możliwe dla każdego, bo nie zależy od naszych ludzkich sympatii”.
Z kolei Tomasz Terlikowski nie przedstawia Judasza jako zdrajcy, ale jako zdradzonego Apostołów. „Czy nikt z apostołów nie zadawał sobie pytania, co by było, gdyby któryś z nich wybiegł za nim w noc? Czy nie myśleli o tym, czy ich przyjaciel mógłby żyć? Czy Piotr, który sam zaparł się trzykrotnie nie zadawał sobie pytania, czy mógłby zatrzymać towarzysza?” – napisał „katolicki” publicysta.
