W czasie wtorkowego, zmasowanego ostrzału Ukrainy, w polskiej miejscowości Przewodów spadł radziecki pocisk, a eksplozja zabiła dwóch mężczyzn. Wedle ustaleń polskich władz, z którymi zgadza się strona amerykańska, najprawdopodobniej był to pocisk wystrzelony przez siły ukraińskie, którego celem było strącenie rosyjskiej rakiety. Kijów utrzymywał jednak, że prawda wygląda inaczej.

- „Nie mam wątpliwości, że to nie był nasz pocisk”

- oświadczył wczoraj prezydent Wołodymyr Zełenski, powołując się na raporty dowództwa ukraińskich sił.

Do jego wypowiedzi krótko odniósł się prezydent USA Joe Biden.

- „To nie są dowody”

- powiedział dziennikarzom po powrocie ze szczytu G20.

Obecnie Wołodymyr Zełenski podchodzi do sprawy nieco ostrożniej.

- „Nie wiem, co wydarzyło się tym razem. Nie jesteśmy pewni na 100 procent. Wydaje mi się, że świat również nie wie w 100 procentach, co tam się wydarzyło”

- powiedział o wtorkowej eksplozji w wywiadzie dla agencji Bloomberg.

- „Jestem jednak pewien, że był to rosyjski pocisk. Jestem też pewien, że odpalaliśmy pociski obrony przeciwlotniczej, ale nie możemy powiedzieć konkretnie, że była to obrona Ukrainy. Jesteśmy jednak wdzięczni, że nie jesteśmy obwiniani, ponieważ walczymy z rosyjskimi rakietami, broniąc naszego terytorium”

- dodał.

Ukraiński przywódca zaznaczył, że obecnie najważniejsze jest przeprowadzenie dochodzenia, które ustali przebieg zdarzenia.