Choć założyciel Tesli i SpaceX zauważył, że „ważnym celem Twittera byłaby tak naprawdę próba uwzględnienia tak dużej części kraju, tak dużej części świata, jak to tylko możliwe”. Parę dni wcześniej podobną uwagę zawarł w swoim wpisie na Twitterze, gdy stwierdził: „Platformy nie można uznać za niewykluczającą czy sprawiedliwą, jeśli jest uprzedzona wobec połowy kraju”.

Z kolei w jeszcze wcześniejszym wpisie, który zamieścił w kwietniu, Musk stwierdził, że „aby Twitter zasłużył sobie na zaufanie społeczeństwa, musi być politycznie neutralny, co w rzeczywistości oznacza denerwowanie zarówno skrajnej prawicy i skrajnej lewicy”. Tę samą opinię powtórzył na nagraniu ze spotkania z pracownikami Twittera.

Do chwili zakupu Twittera platforma ta słynęła z cenzurowania treści konserwatywnych i zamykania lub zawieszania kont, gdy wyrażane opinie były sprzeczne z lewicową narracją dotyczącą epidemii Covid-19, uczciwości wyborów czy transpłciowości. Jednym z najsłynniejszych przypadków było zamknięcie konta prezydenta Donalda Trumpa. Interesujące jest też to, że według „Newsweeka” audyt dotyczący 22,2 milionów osób obserwujących profil prezydenta Joe Bidena, który przeprowadzono niedawno, wykazał, że 49,3 proc. tych użytkowników to fałszywe konta.

Wyrażając pragnienie poszerzenia wolności słowa na popularnej platformie i jednocześnie podkreślając, że pod względem politycznym preferuje umiarkowane poglądy, Musk zaznaczył, że nie chodzi o „lekceważenie prawa”, gdyż to oznaczałoby jej zamknięcie. Dokonał też rozróżnienia między „wolnością słowa” a „wolnością zasięgu” (ang. freedom of speech oraz freedom of reach), co oznaczałoby pewne ograniczanie „zasięgu” tych treści, które są szczególnie skandaliczne. Dodał, że użytkownicy Twittera powinni mieć możliwość nie tylko znalezienia rozrywki na tej platformie, ale także być dobrze poinformowani.

Według obserwatorów spotkanie Muska z pracownikami wydaje się oznaczać, że proces zakupu Twittera przez miliardera dobiega końca.