Kancelaria Prezydenta poinformowała wczoraj, że po eksplozji, do której doszło w ub. wtorek w Przewodowie, doszło do próby oszustwa prezydenta Andrzeja Dudy.
- „Po eksplozji rakiety w Przewodowie, w czasie trwających łączeń z głowami państw i szefów rządów doszło do połączenia z osobą podającą się za Prezydenta Francji Emmanuela Macrona”
- czytamy w oświadczeniu.
- „W trakcie połączenia Prezydent @AndrzejDuda zorientował się po nietypowym sposobie prowadzenia rozmowy przez rozmówcę, że mogło dojść do próby oszustwa i zakończył rozmowę. Po tym połączeniu KPRP niezwłocznie podjęła we współpracy z odpowiednimi służbami działania wyjaśniające”
- dodano.
Oszustwa dokonali znani z tego typu „żartów” rosyjscy pranksterzy Władimir „Vovan” Kuzniecow i Aleksiej „Lexus” Stoliarow, którzy od kilku lat w ten sposób próbują nabierać głowy różnych państw. Celami ataków zazwyczaj są polityczni przeciwnicy Kremla, dlatego komentatorzy wskazują na możliwą współpracę „komików” z rosyjskimi służbami specjalnymi. Rosyjskie media donosiły nawet, że w czerwcu otrzymali oni od Kremla specjalnie zabezpieczone telefony, używane na co dzień w rosyjskiej komunikacji rządowej.
Ostatnia rozmowa pranksterów z prezydentem Andrzejem Dudą trwała około siedmiu minut. Nagranie krąży już w mediach społecznościowych.
Do sprawy w rozmowie z „Wprost” odniósł się były dowódca GROM gen. Roman Polko.
- „Gen. Roman Polko: Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, prezydent jest przecież co do zasady pod szczególną ochroną służb specjalnych oraz pracowników kancelarii prezydenta. Skoro głowę państwa może nabrać para ruskich trolli, ośmieszając w ten sposób jego wizerunek, źle to wygląda”
- powiedział wojskowy, który zasiada w doradzającej prezydentowi Radzie ds. Bezpieczeństwa i Obronności.
Zaznaczył przy tym, że rolą prezydenta po odebraniu telefonu nie było zastanawianie się nad tym, czy na pewno rozmawia z Emmanuelem Macronem, ale musiał skupić się na poprowadzeniu rozmowy z francuskim przywódcą. Zawiedli jednak współpracownicy prezydenta.
- „Jeśli ludzie z jego otoczenia nie wykonują zadań, pora to zmienić. Niestety poziom obsługi informatycznej w instytucjach publicznych jest niski”
- stwierdził.
Gen. Polko przywołał w tym kontekście własne doświadczenia z okresu, kiedy pełnił obowiązki szefa BBN. Wskazał, że bardzo trudno było pozyskać wykwalifikowanych informatyków, o których walczą prywatne korporacje.
Rozmówca Wprost podkreślił, że należy wreszcie zatroszczyć się o zdobycie osób mogących sprostać wyzwaniom wojny w cyberprzestrzeni.
- „Rosjanie są mocni w tym obszarze, potrafią nawet ingerować w wybory w Europie czy USA, dopuszczają się licznych prowokacji, więc pora coś z tym zrobić”
- wskazał ekspert.
