Przypominam, że skala gwałtów czerwonoarmistów w Polsce była tak ogromna, że po wojnie według danych ówczesnego ministerstwa zdrowia na choroby weneryczne cierpiało około 10% populacji. Dochodziło do takich bestialskich sytuacji jak gwałcenie kobiet na oddziałach porodowych, czy gwałt na 4 letniej dziewczynce pod Krakowem.

Skala rabunków także była ogromna. Jak wspominał Rafał Gan-Ganowicz: „Czego sowieciarz nie mógł ukraść, to niszczył. Każdy dom przez nich zamieszkały wymagał gruntownego remontu. Nie mówiąc już o brudzie i smrodzie jaki po sobie zostawiali (…) Dlaczego tak strasznie niszczyli? Nie wiem. Ale barbarzyństwo sowieckie pamiętam”.

Moja Babcia opowiadała mi, że gdy rosjanie zatrzymali się u nich w domu, a mieszkali wtedy w Zblewie, to mojej Prababce zerwali zegarek z ręki tak, że całe życie miała bliznę po ranie, defekowali się do fortepianu i podcierali się kartkami wyrwanymi z książek. Oczywiście wszystkie kosztowności z domu zostały również wyniesione, ale szczęście w nieszczęściu, że tylko na tym się skończyło. Szybko pojawił się oficer, który kazał im wyruszać.

Oczywiście w to wszystko Sykulski musiał wmieszać temat banderyzmu i Wołynia. Pamiętajmy o tym, że udokumentowanych przypadków, gdy Ukraińcy ratowali Polaków podczas rzezi wołyńskiej było ponad 800, gdzie ocalili życie ponad 2500 ludziom. Tak, na przestrzeni dziejów każdego narodu można znaleźć ludzi i szlachetnych, i na wskroś niegodziwych.

Trzeba być albo pozbawionym rozumu, czy znajomości historii relacji polsko-ukraińskich na podstawowym poziomie, albo być po prostu perfidnych kłamcą tak by umieszczać wszystkich ówczesnych Ukraińców w banderowskim worze. A ilu sowieckich sołdatów wtedy pomogło naszym rodakom? Pytanie pozostawię otwarte.

Tomasz Gontarz

Jagiellonia.org