Podczas wieczornego wystąpienia w parlamencie premier Paszynian uznając trudność sytuacji w jakiej znalazło się jego państwo po ataku Azerbejdżanu zadeklarował chęć osiągnięcia porozumienia z najeźdźcami.
Nikol Paszynian oświadczył, że w zamian za wycofanie się wojsk azerskich z terytorium Armenii, ta mogłaby oficjalnie uznać integralność granic Azerbejdżanu, czyli de facto zrzec się roszczeń do zamieszkałego głównie przez Ormian Górskiego Karabachu, który jest formalnie częścią terytorium Azerbejdżanu, a o który od ponad trzech dekad tocząc się kolejne etapy walk pomiędzy oboma krajami.
Przemówienie premiera Paszyniana spotkało się nie tylko z radykalnym odcięciem się od niej separatystycznych władz Górskiego Karabachu, druzgocącą krytyką opozycji, ale i bardzo licznymi protestami Ormian pod budynkiem parlamentu. W Armenii zawrzało, co sprawiło, że sam Paszynian po upływie niespełna dwóch godzin za pośrednictwem mediów społecznościowych wycofał się ze swojej uprzedniej chęci osiągnięcia porozumienia z Azerbejdżanem na wspomnianych warunkach.
Arkadiusz Legieć z Polskiego Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) zwrócił w mediach społecznościowych uwagę również na istotny fakt, że w zupełnie innej sytuacji niż muszący liczyć się z nastrojami społecznymi premier Armenii znajdują się władze Azerbejdżanu, który „jest państwem całkowicie autorytarnym, nie czerpią swojego mandatu z procesu demokratycznego”.
W związku z tym nawet realizacja przez ormiańskie władze wszystkich żądań strony azerskiej nie gwarantowałaby Armenii, że ze strony Azerbejdżanu, dążącego do instrumentalizacji konfliktu nie nastąpiłaby dalsza eskalacja owych żądań.
Zdaniem Legiecia władze Armenii znajdują się w sytuacji niemal bez wyjścia, gdzie podjęcie jakiejkolwiek dobrej decyzji jest właściwie niemożliwe. Natomiast Azerbejdżan będzie starał się wycisnąć z tej swojej historycznej szansy spowodowanej dobrą dla niego koniunkturą międzynarodową oraz własną przewagą militarną – jak najwięcej.
Kluczem do rozstrzygnięcia całego konfliktu okaże się postawa Rosji, która Armenia poprosiła o pomoc, a „która jest zagadką jak nigdy”.
„Armenia jest najbardziej osamotniona w swojej historii, mierząc się z ofensywą i militarną presją silniejszego Azerbejdżanu, której celem jest albo zmuszenie jej do akceptacji niekorzystnych żądań, albo siłowe ich wyegzekwowanie przez Azerbejdżan” – skonkludował Arkadiusz Legieć.
