Fronda.pl: Prezydent RP Andrzej Duda kieruje ustawę o Sądzie Najwyższym do Trybunału Konstytucyjnego, a dwa dni później Komisja Europejska skarży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej cały polski TK. Czy można mieć jeszcze jakiekolwiek złudzenia, co do jakichkolwiek dobrych intencji ze strony KE względem Polski?
Witold Waszczykowski (były szef polskiej dyplomacji, europoseł PiS): Nigdy nie można było mieć tych złudzeń i zawsze przed tym ostrzegałem. Mamy do czynienia z kolejnym etapem ideologicznej wojny KE z obecnym polskim rządem. Wiele wskazuje na to, że jest to również taki moment zemsty na Polsce za jej aktywną politykę w Europie. Istnieją przesłanki, które mogą wskazywać na to, że jest to po prostu pewien rodzaj odwetu Niemiec za prowadzoną przez polskie władze politykę zdecydowanego przeciwstawiania się agresji rosyjskiej oraz wspierania Ukrainy. Wszystkie wymienione czynniki mogły więc odegrać w całym tym procesie istotną rolę, bo istnieje tu pewna ewidentna zbieżność czasowa.
Od strony prawnej: czy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest w ogóle uprawniony do orzekania w takich sprawach? Czy TSUE nie powinien oddalić takiej skargi ze względu na brak kompetencji do orzekania?
Moim zdaniem i zdaniem uczciwych prawników jest dokładnie tak, jak pan mówi. TSUE może rozstrzygać tylko te sytuacje, w których jako kraj nie implementowalibyśmy obowiązujących nas traktatów unijnych. Natomiast nasz krajowy wymiar sprawiedliwości absolutnie nie podlega żadnym regulacjom unijnym. W każdym spośród państw członkowskich Unii Europejskiej ten wymiar sprawiedliwości jest inny, posiadając swój określony rys i swoją charakterystykę. Faktem jest też jednak i to, że nasz rząd niestety wszedł w dialog z Komisją Europejską w kwestii naszego wymiaru sprawiedliwości. I obawiam się, że tak, jak KE wprowadziła polski rząd w swego rodzaju pułapkę, tak również TSUE będzie „wykręcał” obowiązujące prawo europejskie, by móc interpretować je w celach politycznych przeciwko Polsce.
A z szerszej perspektywy: czy histeryczne decyzje KE w jej obecnym wymiarze nie podważają prestiżu tej instytucji?
To jeszcze zależy w czyich oczach. W oczach panującej w Europie liberalno-lewicowej większości - z pewnością nie. Dla nich Komisja, która dąży do federalizacji Unii Europejskiej oraz hegemonii w niej Niemiec, jest po prostu skutecznym narzędziem do osiągnięcia zamierzonego celu. Pamiętajmy przecież, że przewodniczącą Komisji Europejskiej jest właśnie niemiecka polityk Ursula von der Leyen. Natomiast my - Polska, ale także kilka innych państw oraz partii konserwatywnych w Europie uważamy, że KE łamie prawo europejskie i próbuje zawłaszczać sobie uprawnienia, które zgodnie z obowiązującymi traktatami jej po prostu nie przynależą.
KE twierdzi teraz, że cały TK jest „nielegalny”. Co będzie następne? Gdzie ta spirala absurdu się zatrzyma? Może najwyższy czas, by zadać sobie kluczowe pytanie, czy na dłuższą metę, po niespełna dwóch dekadach funkcjonowania Polski w tego typu unijnych strukturach, tak głęboko i nieraz brutalnie ingerujących w nasz fundamentalny porządek prawny czy też w sferę światopoglądową, nasze trwanie w tychże strukturach ma jeszcze w ogóle większy sens?
Myślę, że te pytania nieuchronnie będą się pojawiać. Chociaż na razie uważam, że ze względów geopolitycznych i ekonomicznych - ta obecność w UE jest dla nas jednak korzystna. A mówiąc o względach ekonomicznych, wcale nie myślę tu o funduszach unijnych, które tak naprawdę są zaledwie kroplą, stanowiącą ok. 1 proc. naszego budżetu i to nie za te środki budujemy Polskę. Zyskujemy jednak ogromnie wiele na wspólnym unijnym rynku. Wiele sektorów polskiej gospodarki jest bardzo konkurencyjnych na tymże rynku UE, dzięki czemu może rozwijać się nasz eksport dając nam możliwość zarabiania. Jest to dla nas po prostu opłacalne.
Natomiast faktycznym problemem, jakim niesie dzisiaj ze sobą Unia Europejska jest proces federalizacji oraz hegemonii Niemiec. I tu musimy budować koalicje z innymi krajami regionu oraz skutecznie poszukiwać sojuszników w dużych państwach UE, choćby takich, jak w obecnej konstelacji politycznej - Włochy. Z tego punktu widzenia ogromnie szkoda, że z Unii Europejskiej wyszła Wielka Brytania, która niewątpliwie byłaby tu naszym potężnym sojusznikiem w skutecznym przeciwstawianiu się nadmiernym ambicjom KE.
Pamiętajmy natomiast, że sytuacja polityczna w innych krajach, dziś rządzonych przez siły liberalno-lewicowe też nie jest tam dana raz na zawsze i może się zmienić. Jest przecież szansa na zmianę układu sił w Hiszpanii oraz na ewentualne odsunięcie od władzy obecnego rządu socjalistyczno-komunistycznego. Istnieje też nadzieja, że po najbliższych wyborach do europarlamentu również zmieni się w nim układ poszczególnych sił. Należy więc walczyć, bo nie wiemy, co przyniesie przyszłość, a przecież nic na świecie nie trwa wiecznie. Wiemy z historii, że upadały nawet największe imperia w dziejach ludzkości. Trudno więc przewidzieć, jak potoczy się w dłuższej perspektywie historia Unii Europejskiej.
Wszystkie poważniejsze spory wewnątrz UE, choćby takie, jak Brexit czy separatyzm kataloński, były intensywnie wspierane przez Rosję. Czy ideologiczni fantaści z KE walcząc z Polską, będącą przecież zarazem pierwszą flanką NATO, nie robią tym samym prezentu Władimirowi Putinowi?
Ależ oczywiście. A paradoksem jest fakt, że oni właśnie nas oskarżają o to, że rozbijając rzekomo solidarność europejską pracujemy na rzecz Putina. Nie możemy jednak przecież rozumieć owej solidarności europejskiej jako podporządkowania się lewicowym ideologiom oraz polityczno-gospodarczym interesom Niemiec. Rzeczywista solidarność jest drogą w dwie strony. A więc nasze interesy także powinny być uwzględniane. A nie uwzględniając ich, KE oraz inne instytucje unijne robią krzywdę całej idei integracji europejskiej. To w efekcie prowadzi do zniechęcenia coraz większej ilości obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej do tej instytucji. Myślę, że w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego w wielu krajach członkowskich może się to przełożyć na bardzo niską frekwencję. Wiele osób będzie z coraz większą podejrzliwością patrzyło na postępowanie instytucji unijnych. Szczególnie po tych skandalach korupcyjnych, które w ostatnim czasie mocno wstrząsnęły europarlamentem.
KE decyduje się na wojnę z Polską, podczas gdy Stany Zjednoczone niezmiennie na nas stawiają, czego dowodem jest zapowiedziana wizyta prezydenta Joe Bidena w naszym kraju. Czy powinniśmy kontynuować obecną politykę jeszcze większego zbliżenia z USA, nie oglądając się na fanaberie unijnych biurokratów?
Myślę, że w kontekście niedawnej wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena stawiającej w jednym szeregu Polskę z Białorusią, amerykański przywódca odwiedzając nasz kraj bardzo szybko przekona się, jak daleko jesteśmy od Białorusi. Warto zauważyć i podkreślić, że Biden jednak już zupełnie inaczej wypowiada się o Polsce w kontekście geopolityki i bezpieczeństwa. Amerykanie mają również świadomość tego, jak bardzo Polska i Polacy otworzyli się na wymiar humanitarny wobec uchodźców wojennych z Ukrainy, ale również tysięcy uchodźców ze wspomnianej Białorusi. Jestem przekonany, że w trakcie tych trzech dni wizyty w naszym kraju prezydent Stanów Zjednoczonych zmieni zdanie o tym, jak w rzeczywistości wygląda Polska.
Z drugiej jednak strony my też powinniśmy wykonać tu odpowiednią pracę w tym zakresie. Kupujemy przecież za ciężkie miliardy broń amerykańską. Za kolejne miliardy kupujemy również amerykański gaz. A za chwilę za jeszcze inne miliardy kupimy od nich elektrownie atomowe. To wszystko oznacza, że w USA każdego dnia powinny przebywać kolejne duże polskie delegacje, nie tylko polityczne, ale także urzędnicze czy logistyczne - docierające do ważnych amerykańskich polityków, jak również do amerykańskiej opinii publicznej, ukazując istotną wagę i znaczenie Polski dla geopolityki oraz kwestii bezpieczeństwa międzynarodowego. A jednocześnie domagające się od Stanów Zjednoczonych reakcji powstrzymującej wszelkie antypolskie zachowania Niemiec, Francji czy też urzędników unijnych. Tego wszystkiego niewątpliwie oczekiwalibyśmy od naszego potężnego sojusznika, który sowicie dzięki nam zarabia.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
