Kiedy prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować z okręgu świętokrzyskiego, Donald Tusk ogłosił start Romana Giertycha, który miał w tym okręgu prowadzić wyjątkowo ciekawą kampanię, walcząc o głosy z liderem Zjednoczonej Prawicy.
- „Pomyślałem sobie, może nie trzeba czekać aż do 15 października z rozliczeniem Jarosława Kaczyńskiego. Pan Roman Giertych rozliczy Kaczyńskiego bardzo precyzyjnie i dokładnie”
- mówił Tusk w sierpniu, spotykając się ze swoimi sympatykami w Sopocie.
- „Więc przestrzegam, jeśli zdecydowałeś się na ucieczkę w Góry Świętokrzyskie, to nie będziesz tam sam, twój wicepremier podobno ma dla ciebie dużo ciekawych informacji”
- dodawał.
Na zapowiedziach się jednak skończyło. Kampanię Romana Giertycha w okręgu świętokrzyskim trudno było w ogóle dostrzec. Interia zwraca uwagę, że kandydat ani razu nawet nie odwiedził swojego okręgu. W rozmowie z portalem swojego rozczarowania nie ukrywają lokalni działacze Platformy Obywatelskiej.
- „Tak naprawdę nie miał kampanii, chociaż reklamuje się w mediach społecznościowych czy na plakatach. Może to przynieść jakiś efekt, jednak wszyscy spodziewaliśmy się konfrontacji z Jarosławem Kaczyńskim jako jego byłym współpracownikiem z rządu. Niestety, nie doczekaliśmy się”
- powiedział jeden z nich.
Co na to sam kandydat?
- „Z Romanem Giertychem próbowaliśmy się skontaktować wielokrotnie. W wiadomości tekstowej poinformowaliśmy go, że chcemy porozmawiać o jego kampanii wyborczej. Nie mogę teraz rozmawiać - odpisał, kiedy staraliśmy się do niego dodzwonić. To jedyna informacja, jaką nam przekazał”
- relacjonuje Interia.
