Niedzielne wybory parlamentarne po raz trzeci z rzędu zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, któremu zaufało ponad 7,5 mln Polaków. Najlepszy wynik daje jednak rządzącym jedynie 194 mandaty, co oznacza, że najpewniej nowy rząd uda się zbudować opozycji. Na łamach portalu wPolityce.pl prof. Andrzej Nowak zastanawia się, co oznacza to dla przyszłości Polski.
Po pierwsze historyk z pewną ulgą odnotowuje, że opozycji udało się osiągnąć swój cel bez wszczynania wojny domowej. Ta w obecnej sytuacji geopolitycznej byłaby wyjątkowo niebezpieczna. Celem opozycji było dołączenie do „władzy sądowniczej, władzy samorządu terytorialnego, większości w senacie oraz pełnej zgodności z dyktaturą w parlamencie europejskim, a przede wszystkim właśnie z totalną dominacją medialną nad co najmniej połową podłączonych do mediów umysłów w naszym kraju” władzy wykonawczej.
- „Z tego się nie cieszę”
- pisze historyk.
Wskazuje, że oznacza to, iż „Polska będzie znowu płynęła z prądem, w tzw. głównym nurcie, czyli tak, by zadowolić Berlin i Paryż”.
Prof. Nowak zaznacza jednak, że koalicja opozycji to jeszcze nie „koniec polityki, ani koniec historii”. Prezydentem pozostaje Andrzej Duda, a Prawo i Sprawiedliwość będzie w stanie podtrzymać prezydenckie weto blokujące najbardziej szkodliwe rozwiązania.
- „Nie desperujmy, ani się nie cieszmy. Pracujmy dalej, dokąd możemy, tam gdzie możemy i jak możemy – dla naszego wspólnego domu. Nie jesteśmy sami. Nie tylko dlatego, że nigdy żadna partia nie zdobyła tylu głosów w wyborach w Polsce, ile ta, która jednak zwyciężyła w wyborach 15 października 2023 roku. Ważniejsze jest to, że dorobek kultury wolności i niepodległości Rzeczypospolitej w Europie, tworzyło ponad trzydzieści pokoleń. Ten dorobek, to nie tylko zobowiązanie, ale również fundament nadziei na zwycięstwo, nawet w neobarbarzyńskich czasach. A może zwłaszcza w takich czasach?”
- podsumowuje.
