Sformowanie podległego mu pułku ogłosił już gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow.

- „To trzy tysiące ludzi, prawdziwych mężczyzn, którzy mają stałą pracę, ale powiedzieli, że są gotowi wziąć broń do ręki”

- powiedział.

Rosyjski resort obrony nie zgadza się jednak, aby członkom obrony terytorialnej przekazać broń. Na razie ustalono, że oddziały z Kurska, Biełgorodu czy Briańska otrzymają… łopaty. Mają pomagać w budowie umocnień na granicy.

Kreml boi się tworzenia uzbrojonych formacji, które nie podlegają resortowi obrony. To właśnie sprzeciw Prigożyna wobec podpisania kontraktu z ministerstwem doprowadził do jego „marszu na Moskwę”. Rosyjskie władze obawiają się, że dając broń obronie terytorialnej, sytuacja mogłaby się powtórzyć.

- „Putin nie kontroluje sytuacji w regionach, nie panuje nad sytuacją z bezpieczeństwem”

- podkreślił w wywiadzie dla CNN prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.