Osoba z antypapieską tablicą nie chciała powiedzieć, kim jest i czy kogoś jeszcze reprezentuje. Jej kontrmanifestacja spotkała się ze sprzeciwem kilku starszych osób idących w marszu (które nie mogły zdzierżyć bredni na temat Jana Pawła II). Jeden z emerytów złapał tabliczkę siewcy nienawiści do Jana Pawła II – tabliczka ta okazała się tak tandetna, że rozpadła się na połowę (może nawet składała się z dwu części), i odpadł od niej plakat antypapieski – okazało się, że nie był naklejony. Plakat i pół tabliczki pozostały w rękach anty papieskiego osobnika.

Od razu pojawili się policjanci, którzy nie używając przemocy, rozdzielili strony sporu. Oceniając ten eksces, trzeba stwierdzić, że Polacy to bardzo tolerancyjny i kulturalny naród. Nikt nikogo nie pobił. Krytyka nie była wulgarna. Nawet papierowy plakat nie został podarty. Zapewne w Berlinie czy Paryżu, spalony by z okazji takiego incydentu kilka samochodów, ranne ofiary zamieszek znalazłyby się w szpitalach, a policja by wszystkich prewencyjnie spałowała, stratowała końmi, zagazowała i potraktowała prądem.

 

krótka kontrmanifestacja anty Papieska w czasie Marszu Papieskiego w Warszawie