Do zebranych przemówił Robert Bąkiewicz, Adam Borowski (warszawski Klub Gazety Polskiej), poseł PiS Sebastian Kaleta, redaktor naczelny gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz, profesor Zbigniew Krysiak z Instytutu Myśli Schumana, dziennikarz "Gazety Polskiej" Adrian Stankowski.

Uczestnicy protestu domagali się, by Niemcy spłaciły swoje reparacje wojenne wobec Polski. Przybyłych na manifestacje zaszokowała, pronazisowska prowokacja niemieckiej ambasady, która na swoim płocie wywiesiła zdjęcie reklamujące wyspę Sylt, gdzie burmistrzem miasta Westerland po II wojnie światowej, w latach 1951–1967, był Heinz Reinefarth, nazistowski zbrodniarz, który dowodził rzeźnią na Woli, podczas której to Niemcy (z dywizji Waffen-SS Oskara Dirlewangera) i podległe im oddziały (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej (RONA) wymordowały w ciągu 3 dni 60.000 polskich cywili w sierpniu 1944.

Działacz NSDAP i generał (gruppenführer) SS adwokat Heinz Reinefarth jak setki tysięcy innych nazistowskich zbrodniarzy pozostał bezkarny po wojnie i zrobił karierę w RfN gdzie, był burmistrzem Westerland na wyspie Sylt i deputowanym do niemieckiego Landtagu w Szlezwiku-Holsztynie (był radnym z ramienia Bloku Wszechniemieckiego/Związku Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw).

Na warszawskiej Woli, w czasie powstania warszawskiego 1944, przez 3 dni, od 5 do 7 sierpnia, niemieccy zbrodniarze w sadystyczny sposób wymordowali 65.000 Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Polacy byli rozstrzeliwani albo wysadzani granatami (gdy Polacy byli zgromadzeni w piwnicach służących im za schrony, Niemcy wrzucali do pomieszczenia granaty, i wysadzali cywilów). Po pacyfikacji dziesiątki tysięcy zwłok pomordowanych Polaków Niemcy spali na gigantycznych stosach. Po wyjściu Niemców z Warszawy zabezpieczono 12 ton popiołów pomordowanych i spalonych Polaków.

Ludobójstwo dokonane na Woli nie było jakimś ekscesem, tylko zaplanowanym i metodycznym działaniem, którego celem była eksterminacja narodu polskiego. Rzeź Woli była największą masakrą ludności cywilnej dokonana jednorazowo w jednym miejscu w czasie II wojny światowej.

Niemcy znajdowali przyjemność w mordowaniu Polaków. Cześć Polek została przez Niemców zgwałcona i zamordowana. Jedną z perwersyjnych zabaw Niemców było delektowanie się cierpieniem rodzin ofiar — najpierw brutalnie mordowano dziecko (by matka widziała cierpienia swego umierającego zmasakrowanego dziecka), a potem matkę. Niemieccy oprawcy polskie dzieci żywcem wrzucali do płonących domów. Mordowano matki na oczach dzieci, by po tym, jak dzieci widziały śmierć matki, je zabić.

Zbrodni na Woli dokonali głównie niemieccy żołnierze, niemieccy policjanci, pułk specjalny SS „Dirlewanger”, i niemieccy żandarmi sprowadzeni z terenów ziem zachodnich (zbyt starzy Niemcy by wysłano ich na front). Wspierali ich przedstawiciele innych nacji służących w SS (Brygada Szturmowa SS RONA — Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej złożonej z Rosjan i Białorusinów oraz dwa bataliony azerbejdżańskie złożone z jeńców z Armii Czerwonej).

Niemcy na Woli zniszczyli 81% budynków. Oprócz mordowania, niszczenia mienia, Niemcy dokonywali rabunków, zrabowane rzeczy przesyłali swoim rodzinom w Niemczech. Ludobójstwo na Woli dokonane nie było na powstańcach biorących udział w Powstaniu Warszawskim, a na cywilach nie biorących udział w walkach. Nie na terenie objętym walkami, ale na terenie, który cały czas był pod kontrolą Niemców. Ofiary były całkowicie zaskoczone nagłym ludobójstwem dokonanym przez Niemców.

Żaden ze sprawców ludobójstwa nie został po wojnie ukarany. Mityczna denazyfikacja w Niemczech dotknęła tylko niewielu spośród rzeszy niemieckich zbrodniarzy. Wielu z nich po wojnie zrobiło kariery. Po wojnie władze komunistyczne ziem polskich nie wykazywały zbytniego zainteresowania ściganiem niemieckich zbrodniarzy i pamięcią o pomordowanych Polakach. Dziś spadkobiercy niemieckich nazistów śmią pouczać Polaków na temat demokracji i starają się przypisywać odpowiedzialność za holocaust na Polaków.

Jan Bodakowski