W czasie wtorkowego ostrzału Ukrainy w polskiej miejscowości Przewodów spadł pocisk, a eksplozja zabiła dwóch mężczyzn. Nie był to jednak atak na terytorium Polski, a tragiczny wypadek. Według ustaleń polskich władz, najprawdopodobniej pocisk wystrzeliła obrona Ukrainy, chcąc zestrzelić rosyjską rakietę. Po zdarzeniu jednak polskie i amerykańskie media sugerowały, że na terytorium Polski mogła spaść rakieta wystrzelona z Rosji. Od początku znacznie bardziej zachowawczo działał polski rząd, który długo wstrzymywał się z komentowaniem „sytuacji kryzysowej”. Kiedy potwierdzono, że pocisk był produkcji radzieckiej, do MSZ w celu złożenia wyjaśnień wezwano rosyjskiego ambasadora, za co przeprosin domaga się rzeczniczka rosyjskiego resortu dyplomacji.
- „Prezydent Polski nazwał upadek rakiety nieszczęśliwym wypadkiem. Tymczasem jeszcze wczoraj wysłuchiwaliśmy histerii polskich urzędników i polityków. Polskie instytucje, które pozwoliły sobie na antyrosyjskie wypowiedzi i wezwały o północy ambasadora Andriejewa, czy przypadkiem nie chcą za coś przeprosić?”
- napisała wczoraj na Telegramie Maria Zacharowa.
Do jej wypowiedzi odniósł się na antenie Polskiego Radia 24 wiceminister Piotr Wawrzyk, który podkreślił, że „jeżeli ktoś ma za coś przepraszać, to przede wszystkim Rosjanie Ukraińców”.
- „Najlepiej byłoby, żeby Zacharowa zrozumiała tę oczywistą prawdę. Poza nią, wszyscy na świecie ją rozumieją”
- powiedział.
Wiceminister przypomniał, że polskie władze od początku apelowały, aby nie wyciągać żadnych wniosków przed ustaleniem szczegółów. Wskazał, że jednoznaczne odpowiedzi poznamy dopiero po zakończeniu śledztwa.
- „Możliwe są różne scenariusze. Rosja jest zdolna do niekonwencjonalnych działań. Może przeprowadzić najdalej idące prowokacje, żeby tylko pognębić tego, którego uważa za złego, a wybielić samego siebie”
- podkreślił.
