O sprawie zatrzymania żołnierzy, którzy oddali strzały ostrzegawcze w odpowiedzi na atak grupy imigrantów, wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski mówił na antenie radiowej Trójki.

- „Otóż te strzały były oddane nie tylko wobec tych migrantów nielegalnych, ale także, jak już oni przeszli na drugą stronę, na stronę białoruską. I teraz wyobraźmy sobie, że jakaś kula by kogoś trafiła. A na przykład trafiłaby pogranicznika białoruskiego. Przecież Białoruś niczego innego nie robi tylko nas prowokuje. Tylko nas prowokuje właśnie do tego. Tak zaczynały się wojny”

- powiedział.

Przyznał, że żołnierze znajdowali się pod ogromnym stresem.

- „Ci żołnierze wiedzieli, że ich zadanie polega na tym, aby nie wpuścić i to jest zadanie każdego z tych żołnierzy i każdego ze strażników granicznych, żeby nie wpuścić nielegalnych migrantów. Na tym polega ich misja. Tylko że to nie jest misja na froncie. To nie jest walka zbrojna, do której żołnierze są szkoleni”

- zauważył.

Dalej stwierdził, że jest za wcześnie, aby móc ocenić te wydarzenia.

- „Mamy do czynienia z podważaniem, a może nawet rujnowaniem zaufania do instytucji państwowych, takich jak Wojsko Polskie, takich jak prokuratura”

- mówił.

Podkreślił, że publikacja Onetu pokazała jedynie pewien fragment problemu.

- „Rusza nagonka na wszystkie instytucje z przesądzeniem, że działają źle. Że dowódca, który na wniosek, w oparciu o materiały, które dostał od Straży Granicznej, złożył doniesienie do Żandarmerii Wojskowej, że prokuratura działała i działa w złej wierze, że żandarmeria działa w złej wierze itd. Zamiast wyjaśnić tę sprawę, już wszyscy wiedzą, jak było, już wszyscy ferują wyroki”

- ubolewał.