W rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” wicepremier Kowalczyk wyjaśniał, że wzrost cen zboża jest uzależniony od zbiorów, losów wojny na Ukrainie i możliwych dostaw. Zaznaczył, że jeśli zboża zacznie brakować w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, brak ten będzie wywierał presję na wzrost cen. W związku z tym „ważne jest, by zboża nie wyzbywać się za szybko”. Niestety, zauważył szef resortu rolnictwa, w Polsce są już „próby siania paniki, zmuszania do sprzedawania zboża po 700 zł za tonę pod pretekstem, że nie będzie gdzie go magazynować”.
Wicepremier podkreślił, że należy „zachować zimną krew” i zapewnił, iż w Polsce mamy możliwości magazynowania oraz skupu zboża.
Polityk był też pytany o ceny chleba, którymi Polaków straszy opozycja.
- „Nie będzie chleba po 10 zł na jesieni. Mogą być ruchy cenowe rzędu 20–30 proc., to nie jest mało, ale jednak to nie jest ponad dwa razy drożej”
- powiedział.
Niestety, będą drożały również inne produkty.
- „Obniżek raczej nie należy się spodziewać, ale tempo wzrostów już nie będzie takie, jak do tej pory”
- ocenił.
Wicepremier zapowiedział również nowelizację rozporządzenia dot. stopni zasilania w energię.
- „Przemysł przetwórczy, rolno-spożywczy, któremu zamknięcie dostaw energii groziłoby zmarnowaniem żywności, będzie uwzględniony na liście priorytetowej, czyli chroniony przed zmniejszeniem zasilania czy odcięciem prądu”
- zapewnił.
