Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało wczoraj, że zaplanowana na 6 - 11 lutego wizyta ministra Radosława Sikorskiego w Waszyngtonie została przełożona. Wskazano, że było to konieczne „z uwagi na pilne obowiązki Sekretarza Stanu USA Antonego Blinkena i związaną z nimi nieobecność w Waszyngtonie”.

Do sprawy odniósł się za pośrednictwem mediów społecznościowych b. wiceszef MSZ i b. szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.

- „Jak najlepszy kształt relacji z Waszyngtonem jest w naszym żywotnym interesie. Odwołanie (nawet jeśli czasem nazywane przekładaniem) zapowiedzianych publicznie wizyt nie świadczy najlepiej o kształcie tych relacji”

- napisał poseł PiS na X.com.

Co może być powodem takiego kroku ze strony Waszyngtonu?

- „Amerykanie widzą doskonale z jak bezprecedensowym łamaniem podstawowych zasad praworządności mamy dziś do czynienia w Polsce. Pamiętają też publiczne wypowiedzi min. @sikorskiradek i odpowiednio je oceniają”

- zauważył polityk.

- „Bez względu na komunikaty publiczne, jakie pojawia się za chwilę ze strony MSZ czy Departamentu Stanu. Przekładanie wizyty na takim etapie przygotowania jest sygnałem. Ministrowi Sikorskiemu zdarza się to już z resztą nie pierwszy raz. Bodaj w 2009 Hillary Clinton odwołała spotkanie z nim, kiedy był już w samym Waszyngtonie”

- dodaje.