„Kiedy byłem prezydentem, to dążyłem do tego, by Ukraina i Białoruś razem wchodziły do NATO i do Unii Europejskiej. Tylko robiłem to tajnie” - wyjawił Wałęsa.

Wałęsa jednak, jak tłumaczy, chciał tę sprawę „załatwić” w drugiej kadencji, bo w pierwszej najwidoczniej nie było na to czasu, a że drugiej kadencji nigdy od polskich wyborców nie dostał „to wszystko upadło”.

„I źle, że upadło, bo nie byłoby w ogóle takiej sytuacji, jaką mamy dzisiaj. Ja miałem program i wiedziałem, dokąd należy iść. Po rozwiązaniu Związku Radzieckiego chciałem też rozliczyć Rosję” – nie pozostawia wątpliwości tajny współpracownik na rzecz dobra Ukrainy i Białorusi.

„Otóż rozmawiałem z różnymi osobistościami, jak Czeczeni i inni, pomagałem im, bo chciałem, żeby odzyskali swoje własności. Żeby oderwali się od Rosji – nie fizycznie, ale żeby o swoje rzeczy zaczęli bardziej dbać. Tylko że wielcy tego świata zorientowali się, co ja kombinuję. Przyjechała pani Albright i przekonała mnie - wielka kobieta, wielki polityk - że nie wolno tego zrobić. Byłem niezadowolony: „Co? Związek Radziecki rozwiązany! Zrobimy porządek z Rosją!”. A ona wyjęła mapy Rosji i pokazała mi, dlaczego nie wolno zrobić tego w tym momencie. Otóż straszliwa broń, jaką Rosja posiada, nie jest na jej terenie. Broń jest na terenie tych republik, którym chciałem dać wolność. One nie wiedzą, że mają taką broń. Taka Polska nie wiedziała, że ma głowice atomowe na swoim terenie. „Jak pan da im wolność, oni nie będą tego konserwować, oni na tym się nie znają, doprowadzimy do nieszczęścia na świecie. Nie wolno w tym momencie tego robić, co pan próbuje”. Sprawdziłem, czy to jest prawda i okazało się, że prawda. Przestałem iść w tym kierunku” - ujawnił meandry swej wielkiej polityki Lech Wałęsa.