Po zakończeniu uroczystości pod warszawskim pomnikiem, grupa osób skupionych w środowiskach kresowych prosiła prezydenta Dudę, by podszedł z nimi porozmawiać. Gdy Andrzej Duda to uczynił, ks. Isakowicz-Zaleski przypomniał mu sytuację z 2015 roku, gdy pomiędzy I a II turą wyborów, podczas wiecu w Chrzanowie przekazał mu list od Rodzin ws. pochówku Ofiar Ludobójstwa. Ówczesny kandydat na prezydencki urząd oraz jego sztab zapewniali, że zajmą się tym problemem.

Ks. Isakowicz-Zaleski, któremu niegdyś ukraińscy nacjonaliści grozili śmiercią za to, że sprzeciwiał się organizacji upamiętniającego zbrodniarza „Rajdu Bandery” przez Polskę, wypomniał teraz prezydentowi RP, że ten przez 7 lat nie wywiązał się ze złożonej obietnicy.

„Proszę, żeby ksiądz się miarkował w słowach” – brzmiała odpowiedź prezydenta Dudy. „Każde słowo za dużo i za mocno wypowiedziane nie służy ani nam, ani drugiej stronie” – mówił prezydent, dodając, że prowadzone są w tej sprawie rozmowy.

„Ile lat? 30 lat czekamy. Ile razy jeszcze usłyszymy, że nie teraz?” – dopytywał ks. Isakowicz-Zaleski. „Proponuję, żeby ksiądz spróbował inną drogą” – odpowiedział prezydent Andrzej Duda i odszedł od swego rozmówcy.

Nawiązując do całej sytuacji ks. Isakowicz-Zaleski skomentował w mediach społecznościowych, że prezydent Duda przez 7 lat składał w tej sprawie wyłącznie „puste deklaracje”. „Jak więc wierzyć kolejnym obietnicom?” – skonstatował kapłan.