Polacy bardzo mocno zaznaczyli swoją obecność na tym prestiżowym turnieju już od pierwszej sekundy meczu na ostrawskim lodowisku w obecności niespełna 10 tysięcy kibiców. Polscy hokeiści od początku nawiązali równorzędną, bardzo zaciętą walkę z faworyzowanym rywalem, a biało-czerwoni fani absolutnie zdominowali trybuny, wytwarzając swym żywiołowym dopingiem atmosferę dawno już nie widzianą na hokejowych Mistrzostwach świata elity. 

Reprezentanci Polski sensacyjnie objęli prowadzenie po golu Krzysztofa Maciasia w 16 minucie spotkania i na przerwę zjeżdżali z lodu z tym fantastycznym wynikiem, którego nie spodziewali się najbardziej oderwani od rzeczywistości marzyciele.

W drugiej tercji, choć Łotysze zdołali dość szybko wyrównać, to jednak polscy podopieczni słowackiego szkoleniowca Roberta Kalabra ponownie wyszli na prowadzenie, dzięki dość szczęśliwemu trafieniu Kamila Wałęgi w 29 minucie meczu.

W trzeciej tercji padło najwięcej bramek. Najpierw rywalom udało się wyrównać na 2:2, ale na prowadzenie Biało-Czerwonych ponownie wyprowadził Kamil Maciaś.

Choć polscy hokeiści grali z gigantycznymi: ambicją i poświęceniem, przysłowiowo zostawiając serca na lodzie, to jednak Łotysze zdołali po raz pierwszy w tym meczu objąć prowadzenie. Jednak na niespełna 4 minuty przed końcem ostatniej tercji, do gry przywrócił Polaków Mateusz Bryk, wyrównując stan gry na 4:4.

W dogrywce, choć reprezentanci Polski byli niemal o włos od fenomenalnego sukcesu a krążek odbił się od łotewskiej poprzeczki, to jednak rywale zadali ostateczny cios, przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść i wygrywając całe spotkanie 5:4.

Choć naprawdę tak niewiele dzieliło Biało-Czerwonych od sensacyjnego zwycięstwa, to jednak zdobycie punktu w konfrontacji z trzecią drużyną świata na poprzednim turnieju mistrzowskim jest fantastycznym osiągnięciem polskiej drużyny, która zaprezentowała się dziś w Ostrawie znakomicie, mimo że przed meczem skazywana była często na druzgocącą w rozmiarach porażkę.

Jutro wieczorem Biało-Czerwoni zagrają z najsilniejszym zespołem naszej grupy - Szwecją, która aż dziesięciokrotnie w swej historii zdobywała złoty medal na Mistrzostwach świata. Polakom nigdy po drugiej wojnie światowej nie udało się wygrać ze Szwedami na mistrzowskim turnieju.

Kluczowymi dla naszej reprezentacji meczami, które najprawdopodobniej zadecydują o tym, czy Biało-Czerwonym uda się spełnić marzenia i pozostać na kolejny rok w najściślejszej hokejowej elicie świata, będą starcia z Francją oraz Kazachstanem. Wyprzedzenie choćby jednego z grupowych rywali w końcowej tabeli zagwarantuje nam pozostanie w gronie najlepszych.