W rozmowie na antenie RMF FM polityk została zapytana o to, ile będzie kosztował prąd od lipca tego roku. Hennig-Kloska przekazała, że to maksymalnie 500 złotych za megawatogodzinę.

Dla tych, którzy korzystali z ceny najniższej, na dziś cena energii wzrośnie o około 90 groszy na kilowatogodzinie. Procentowo to jest kilkanaście procent”

- mówiła, dodając że rząd obecnie szuka, co zrobić z kosztami dystrybucji.

Prowadzący zwrócił uwagę na to, że według niektórych ekspertów podwyżka może wynieść nawet 25-30 procent. Minister przyznała, że w „najgorszym możliwym przypadku” będzie to „dwadzieścia parę”, do 30 proc. podwyżki. Stwierdziła, że rząd rzekomo szuka sposobów na obniżenie tego poziomu, ponieważ wiele zależy od decyzji URE czy Ministerstwa Aktywów Państwowych.

Tymczasem jak przypominają media, wcześniej Hennig-Kloska apelowała o to, by nie straszyć Polaków, ponieważ:

Zmiany rachunków będą rzędu 30 złotych”.

Wpis z pierwszej połowy kwietnia został jednak później usunięty. Dziennikarz Piotr Gursztyn skwitował słowa minister:

Przecież miało być 30 złotych, a nie 30 procent”.