Premier Donald Tusk zaakceptował decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, który wyznaczył sędziego Krzysztofa Wesołowskiego na przewodniczącego Zgromadzenia Sędziów Izby Cywilnej SN, które ma wybrać nowego prezesa Izby. Postanowienie prezydenta w tej sprawie wymaga kontrasygnaty szefa rządu, a jej złożenie wywołało oburzenie po lewej stronie polskiej sceny politycznej. Sędzia Krzysztof Wesołowski trafił do SN na podstawie ustawy o KRS z 2017 roku, przez co środowiska kojarzone ze stowarzyszeniem „Iustitia” podważają jego status.

- „Sytuacja jest całkowitym zaskoczeniem. Skrajnie negatywnym zaskoczeniem (...) Sędziowie SN są zdruzgotani, oszołomieni. Czują się zdradzeni”

- stwierdził prezes „Iustitii” sędzia Krystian Markiewicz.

Dziś Onet podzielił się swoimi nieoficjalnymi ustaleniami, wedle których o zatwierdzeniu przez premiera decyzji prezydenta miał nie wiedzieć minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Samo postanowienie zostało podpisane 17 sierpnia, kiedy ten był na urlopie. Stąd pojawiły się spekulacje na temat jakiegoś nieoficjalnego porozumienia pomiędzy premierem a prezydentem. Przypomnijmy, że niedawno odbyło się tajemnicze spotkanie Donalda Tuska z Andrzejem Dudą w Trójmieście, po którym prezydent zaakceptował kandydaturę Piotra Serafina na unijnego komisarza.

Premier: Nastąpił błąd

Do sprawy na dzisiejszej konferencji prasowej odniósł się sam szef rządu.

- „Nie będę owijał w bawełnę, nastąpił błąd (...) Jak państwo pewnie się orientujecie, zadaniem premiera jest także podpisywanie setek dokumentów (...) Urzędnik odpowiedzialny za przygotowanie do podpisywania nie dostrzegł polityczności dokumentu, który stanowił o nominacji dla neosędziego przez prezydenta”

- stwierdził Donald Tusk.

- „Zdaję sobie sprawę z wagi tego błędu, ale proszę, żeby nie spekulować o politycznych układach z prezydentem”

- dodał.