Od pół roku Ukraińcy żyją w ciągłym strachu, każdego dnia mając świadomość możliwego ataku rakietowego ze strony rosyjskich barbarzyńców. W ostatnim czasie jednak strach towarzyszy również Rosjanom. Niedawno rosyjscy turyści w panice opuszczali kurorty na Krymie. W nocy z poniedziałku na wtorek ze swoich mieszkań zaczęli uciekać mieszkańcy Biełgorodu po tym, jak w mieście słychać było eksplozje. Kreml zapewniał, że słyszane wybuchy były efektem ostrzeliwania celów po stronie ukraińskiej. Tłumy oczekujące na pociąg do Moskwy udowodniły jednak, że Rosjanie nie wierzę bezgranicznie swoim władzom.

W rozmowie z Wirtualną Polską Michał Marek z Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa przekonuje, że to właśnie słyszane przez Rosjan eksplozje mogą skutecznie zmienić ich nastawienie do napaści na Ukrainę.

- „Jednym z celów ataków jest obniżenie morale rosyjskiego społeczeństwa oraz podważanie zaufania do kierownictwa państwa. Warto podkreślić, iż w kremlowskiej wizji rzeczywistości Ukraina jest państwem słabym, a zwycięstwo Moskwy jest na wyciągnięcie ręki. Takie zdarzenia jak w Biełgorodzie obalają te mity i w konsekwencji podważają zaufanie części Rosjan do Kremla”

- wyjaśnił badacz.