Kim jest Muktada as-Sadr i dlaczego akurat teraz sadryści, jak nazywa się jego zwolenników, zaatakowali dzielnicę ambasad w Bagdadzie?

Muktada as-Sadr jest przede wszystkim przedstawicielem bardzo ważnego rodu szyickiego Sadrów, który to ród odgrywał w XX wieku niezwykle istotną rolę. Wielu jego członków pełniło w przeszłości funkcję ajatollahów, zarówno w Iraku, jak i w Libanie. Muktada jest też przede wszystkim synem Muhammada Sadika as-Sadra, który w latach 90. był mardżą, co oznacza najwyższy tytuł w szyickiej hierarchii duchownej. Ojciec Muktady właśnie w latach 90. wśród biedoty szyickiej tworzył pewnego rodzaju równoległe państwo w opozycji do rządzącego wówczas Irakiem Saddama Husajna. Saddam zamordował zarówno ojca, jak i braci Muktady, który przeżył jako jedyny. W 2003 roku Muktada stworzył Armię Mahdiego, która walczyła z wojskami amerykańskimi stacjonującymi wówczas w Iraku. Premierem Iraku, który ostatecznie zwyciężył Armię Mahdiego we współpracy z Amerykanami był wówczas Nuri al-Maliki, którego Muktada szczerze nienawidzi. Sytuacja, którą obserwujemy obecnie w Iraku nie wybuchła więc dopiero w tej chwili, tylko mamy z nią do czynienia co najmniej od października ubiegłego roku. Odbywały się wówczas wybory parlamentarne, które ugrupowanie Muktady wygrało. Próbował on stworzyć rząd dogadując się z częścią Kurdów oraz z sunnitami, przeciwko swoim oponentom szyickim, wśród których główną rolę odgrywa nadal wspomniany al-Maliki. Próby podejmowane przez Muktadę jednak się nie powiodły ponieważ nie udało się wybrać prezydenta Iraku, a w konsekwencji również nie udało się doprowadzić do stworzenia rządu. W rezultacie Muktada zdecydował się wycofać swoich przedstawicieli z parlamentu, a potem zaczął również wysyłać swoich ludzi, by atakowali urzędy, w tym także wspomniany iracki parlament. Muktada osobiście nie chciał przejmować władzy, ale chciał mieć na nią wpływ z tzw. tylnego siedzenia. W Iraku jest bowiem niemożliwe łączenie władzy politycznej ze sprawowaniem roli duchownego, a to właśnie to ostatnie jest dla Muktady absolutnym priorytetem. Eskalacja, jaką obecnie obserwujemy w Iraku wynika z faktu, że działania uliczne po prostu nie przyniosły Muktadzie żadnych wymiernych efektów. Natomiast bezpośrednim zapalnikiem okazała się rezygnacja z funkcji mardżi, złożona przez ajatollaha Kazema al-Haeriego, który pełnił ją w następstwie wspomnianego już ojca Muktady. Rezygnacja ta bardzo mocno skomplikowała sytuację Muktady jeśli chodzi o jego ścieżkę duchowną. Muktada zdecydował się więc na ogłoszenie własnego wycofania się z polityki, co wcale jednak nie oznaczało, że rzeczywiście zamierza on wycofać się z polityki, lecz  po prostu nie chciał już brać odpowiedzialności za dalszy rozwój wypadków i eskalację. Wówczas w Iraku zaczęło się dziać coś, co można nazwać przewrotem. A czy przewrót ten będzie skuteczny okaże się zapewne w najbliższym czasie. 

Dotychczas Bagdad był względnie spokojnym miejscem. Czy zamieszki i walki mogą rozlać się również na resztę kraju?

 To już nie jest tylko Bagdad. One się już rozlały praktycznie na całe szyickie południe. Wojsko ogłosiło przecież godzinę policyjną obowiązującą na terenie całego kraju. Nie ulega wątpliwości, że jeśli to będzie dalej eskalować i przerodzi się w wojnę domową to rozleje się ona również dalej - na tereny kurdyjskie i sunnickie. Zarówno Kurdowie jak i sunnici niewątpliwie obserwują rozwój wypadków z wielkim niepokojem. Nie ma bowiem dla nich tutaj jakiejkolwiek dobrej strony w całym tym konflikcie.

Irak graniczy z lokalnymi militarnymi potęgami, z których każda ma swoje własne aspiracje. Czy możliwy jest taki rozwój sytuacji, jak w Jemenie, czyli zbrojna rebelia wspierana przez szyicki Iran?

Absolutnie nie. Należy mocno podkreślić, że Iran nie wspiera w tej chwili Muktady, który działa obecnie w Iraku właściwie wbrew prawu, dokonując czegoś w rodzaju rebelii. Przeciwnie, Iran wspiera przeciwników Muktady z tzw. Ram Koordynacyjnych, w tym znienawidzonego przez Muktadę al-Malikiego. Przy czym należy niewątpliwie zaznaczyć, że Iran wcale nie był zainteresowany tym, aby władzę przejmował al-Maliki. Iran miał raczej dość pragmatyczne plany w odniesieniu do irackiego rządu i był gotów zaakceptować na stanowisku premiera pełniącego obecnie tę funkcję Mustafę al-Kadhimiego, byleby tylko uniknąć starć szyicko-szyickich. Dla Iranu bowiem wspomniane szyciko-szycikie starcia to po prostu katastrofa. Ponadto to właśnie w Iraku Iran przez ostatnie miesiące prowadził negocjacje z Saudami w celu normalizacji wzajemnych stosunków. Dodać również należy, że Iranowi dopiero co udało się znormalizować stosunki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Zarówno więc Iran, jak i sunnickie państwa arabskie zdecydowanie nie są zainteresowane wybuchem wojny w Iraku. Wszyscy pamiętamy przecież czym skończyła się cała historia z Państwem Islamskim w latach 2014-17. Sunnickie państwa arabskie nie wyszły na tym wszystkim dobrze. Tak więc chaos spowodowany obecnie w Iraku przez Muktadę nie jest tak na dobrą sprawę na rękę dosłownie nikomu w całym regionie. 

A czy możliwa jest turecka interwencja w Iraku? Turcja od lat stara się położyć rękę na polach naftowych znajdujących się w północnym regionie tego kraju.

Zupełnie nie. Największą realną szansę na to, by zająć część Iraku Turcja miała w 2015 roku, kiedy to Mosul znajdował się pod kontrolą Państwa Islamskiego. A jednak Turcy wówczas nie zdecydowali się na tego rodzaju krok. Trzeba też mieć świadomość, że pola naftowe znajdują się w Kurdystanie, w północnym Kirkuku oraz na południu kraju - w Basrze. Od obu tych miejscowości dzieli Turcję jednak dość spora odległość. Poza tym wkroczenie Turków być może nie przyczyniłoby się do zjednoczenia sadrystów oraz ich przeciwników, ale na pewno skoncentrowałoby uwagę Irakijczyków na wrogu zewnętrznym, jakim staliby się wówczas tureccy najeźdźcy. Myślę, że Turcja doskonale zdaje sobie z tego sprawę i raczej nie widzę tutaj, przynajmniej najbliższym czasie, możliwości, by Turcja zdecydowała się na zajęcie jakiejś części Iraku.

Czy Pana zdaniem Izrael i Rosja mogą być zainteresowane udziałem w takim konflikcie po którejś ze stron? Czy Rosja ma w ogóle obecnie siły, aby interweniować na Bliskim Wschodzie?

Jeśli chodzi o Izrael to w zasadzie nie dysponuje on jakimiś istotniejszymi wpływami w Iraku, może poza jakąś tam częścią irackiego Kurdystanu. Generalnie nie dostrzegam więc tutaj jakiegoś większego pola do działania dla Izraela. Natomiast Rosja prowadzi co prawda swą działalność propagandową w tym regionie, ale ona również nie posiada jakichś zbyt dużych wpływów w Iraku. Podobnie jak Izrael, swoje największe wpływy ma ona także ulokowane w irackim Kurdystanie, gdzie aktywną działalność prowadzi rosyjski państwowy koncern naftowy - Gazprom. Nie należy się jednak spodziewać jakiejkolwiek interwencji militarnej ze strony Rosji, bo po prostu nie jest ona jakimkolwiek głównym graczem tym konkretnym regionie. Nie dysponuje ona zwyczajnie kartami, którymi mogłaby skutecznie tutaj zagrać. Pamiętajmy też, że przecież Rosja do samego końca wspierała Saddama Husajna, co nie jest dobrą wizytówką  w oczach Irakijczyków, zwłaszcza szyitów. Natomiast Rosja może niewątpliwie wykorzystywać sytuację w Iraku do wywołania jakichś kolejnych kryzysów migracyjnych. Warto jednak pamiętać, że sytuacja, w której Muktada zaczyna zajmować irackie pola naftowe, co stanowi uderzenie w iracki przemysł naftowy, który jak dotąd funkcjonował zupełnie normalnie nawet w czasie wojny z Państwem Islamskim - zaowocowałaby nową destabilizacją globalnego rynku energetycznego, co z kolei niewątpliwie byłoby na rękę Rosji.

Czy potencjalnie rozwój konfliktu w Iraku może spowodować falę migracji do Europy i tendencje do współpracy z Rosją w celu powstrzymania napływu migrantów?

Może w jakiejś dalszej perspektywie czasowej mogłoby do czegoś takiego dojść, natomiast w chwili obecnej wydaje się, że jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie, by o czymś takim mówić. Rosja oczywiście będzie starała się tę sytuację wykorzystywać do przerzutu migrantów. Czy będziemy tu jednak mieć do czynienia z sytuacją jakiejś potężnej fali migracyjnej? Wszystko zależy od tego, jak ta sytuacja w Iraku się rozwinie i w jaki sposób będzie ona ewoluowała. Póki co nie mamy tu jeszcze do czynienia z wojną domową. Czy do niej w ogóle dojdzie - stoi to pod dużym znakiem zapytania. Gdyby jednak rzeczywiście ona wybuchła, sytuacja migracyjna może rzeczywiście rozwinąć się w dość trudnych dziś do przewidzenia kierunkach.

Bardzo dziękuję za rozmowę.