Niemiecki publicysta zastanawia się, czy Niemcy nie powinni „stanąć po stronie Zełenskiego i jego kraju” przekonując, że „teza Putina o walce idei między Rosją a Zachodem określa również nas, społeczeństwa, jako przeciwników tej wojny”. Dlaczego tak się jednak nie dzieje? Neef wymienia dwa powody.
Pierwszym z nich jest „stała protekcjonalność wielu Niemców (zachodnich) wobec Europy Wschodniej. Kraje takie jak Ukraina przez dziesięciolecia były ślepymi zaułkami w ich świadomości. Byli skupieni na wielkiej Rosji, którą choćby ze względów historycznych należało zadowolić”.
Zdaniem dziennikarza, mimo morderczej wojny wywołanej przez Władimira Putina, „nie wydaje się, by ta fiksacja na punkcie Rosji zmalała, a może wręcz przeciwnie. Dla wielu Niemców roszczenia Ukrainy nic nie znaczą, natomiast Rosjan - tak. Obserwujemy więc w tej wojnie paradoks: agresor spotyka się z większym zrozumieniem ze strony wielu Niemców - mniej lub bardziej ukrytym - niż ofiara”.
Drugą przyczyną są oczywiście pieniądze. Publicysta wskazuje, że Niemcy coraz bardziej uświadamiają sobie, że ta wojna szkodzi ich portfelom.
- „Fakt, że muszą poświęcić część swojego dobrobytu na rzecz małej i z ich punktu widzenia coraz bardziej nieskromnej Ukrainy - rzekomo mało znaczącego państwa, które w rzeczywistości jest około dwa razy większe od Niemiec i posiada znaczący przemysł - nie jest dla wielu zrozumiały”
- podkreśla.
