Na rotterdamskim dworcu protestowało dzisiaj kilkadziesiąt osób z palestyńskimi flagami. Skandowali hasło "wolna Palestyna", zaś działania Hamasu nazwali "samoobroną" przed izraelskim imperializmem.

Wczoraj lokalna partia Leefbaar Rotterdam zwróciła się do miasta Rotterdam o wywieszenie flagi Izraela na budynku ratusza, jako gest solidarności. Burmistrz Aboutaleb odmówił, wskazując, że jest to konflikt międzynarodowy, wobec czego jakiekolwiek oświadczenia w tej sprawie leżą w gestii rządu holenderskiego.

Z takim samym wnioskiem do władz Hagi wystąpiły różne holenderskie opcje polityczne. Tamtejszy burmistrz stwierdził, że wywieszanie flagi Izraela jest obecnie "niewłaściwe".

Również w Hadze miała miejsce propalestyńska manifestacja. Uczestnicy demonstracji wzywali do bojkotu Izraela i "zaprzestania zabijania niewinnych ludzi". Atak Hamasu na Izrael nazwaną działaniem na rzecz "dekolonizacji", mówiono także o "izraelskim państwie terrorystycznym".

Sama kwestia toczącej się w Izraelu wojny stanowi również przedmiot burzliwych dyskusji holenderskich polityków. Znany dobrze z oderwanych od rzeczywistości ataków na Polskę lider tamtejszej lewicy Frans Timmermans wyraził wsparcie dla Izraela. Podobnie postąpił lider Zielonych Jesse Klaver. Obydwaj narazili się w ten sposób pozostałym członkom Zielonych.

"Nic nie może legitymizować przemocy wobec izraelskiej ludności cywilnej" - napisał na Twitterze Timmermans. "Jestem w szoku, że zjednoczona lewica popiera Izrael" - stwierdził z kolei były poseł Zielonych Tofik Dibi.