Wczoraj wieczorem media obiegła informacja o strzałach na granicy Kosowa z Serbią. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których słychać syreny w pobliżu granicy oraz widać mobilizację służb w Kosowie. To efekt napięcia, jakie wywołała decyzja kosowskiego rządu ws. tablic rejestracyjnych i dokumentów mieszkających w tym kraju Serbów. Kosowo ogłosiło niepodległość od Serbii w 2008 roku. Wciąż nie uznaje jej jednak Rosja czy sama Serbia, a około 50 tys. mieszkających na północy Kosowa etnicznych Serbów do dziś używa tablic rejestracyjnych i dokumentów wydawanych przez władze serbskie. Zgodnie z planami rządu Albina Kurtiego, od dziś Serbowie mieli mieć dwa miesiące na zmianę tablic i dokumentów. W odpowiedzi Serbowie zablokowali wczoraj drogi prowadzące do dwóch przejść granicznych. Policja zamknęła przejścia i wówczas miały paść strzały w stronę funkcjonariuszy. Na szczęście nikt nie został ranny.
Na napięcia zareagowały siły pokojowe NATO informując o swojej gotowości do „interwencji w przypadku zagrożenia stabilności na północy Kosowa”. Po nocnych konsultacjach z ambasadorami Unii Europejskiej i USA rząd Kosowa zdecydował natomiast o opóźnieniu planów dot. zmian tablic rejestracyjnych i dokumentów.
- „Z zadowoleniem przyjmujemy decyzję Kosowa o przeniesieniu wdrożenia nowych środków na 1 września. Oczekujemy, że wszystkie blokady na granicach zostaną natychmiast usunięte”
- napisał w mediach społecznościowych szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.
- „Sporne kwestie należy rozwiązywać w ramach dialogu wspieranego przez UE i skoncentrować się na kompleksowej normalizacji stosunków między Kosowem i Serbią, co ma zasadnicze znaczenie dla ich ścieżek integracji z UE”
- dodał.
Informacja o strzałach na granicy, zwłaszcza w kontekście trwającej wojny na Ukrainie, budzi ogromny niepokój w Europie. Do sprawy odniósł się w programie „Graffiti” na antenie Polsat News wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.
- „Sytuacja jest dość napięta i wynika z różnych nieporozumień pomiędzy administracją Kosowa a administracją Serbii”
- przyznał polityk.
- „Natomiast tych, którzy obawiają się wybuchu wojny, chciałbym uspokoić. Trzeba być ostrożnym z wygłaszaniem tego typu tez, bo takich różnych dezinformacji, które będą nas miały wprowadzić w stan niepewności i niepokoju będzie bardzo dużo”
- dodał.
Zwrócił uwagę, iż tego typu niepokoje działają na korzyść Rosji, która wciąż cieszy się dużymi wpływami w Serbii.
Wiceszef MSZ podkreślił, że na razie nie doszło do żadnych działań zbrojnych, ale sytuacja „może potoczyć się w różnych kierunkach”.
- „Dzisiaj doradzamy zachowanie szczególnej ostrożności wszystkim osobom, które są w tym rejonie”
- powiedział.
