Oficjalnie potwierdzono już śmierć 133 osób we wczorajszym zamachu pod Moskwą. Do przeprowadzenia masakry przyznało się Państwo Islamskie. Eksperci podkreślają jednak, że nawet jeżeli zamach przeprowadzili bojownicy ISIS, to mogło dojść do niego przy udziale Kremla, który słynie z przeprowadzania operacji pod cudzą flagą. Wczorajsze wydarzenia mogą służyć rosyjskim władzom do zbudowania atmosfery zagrożenia, kolejnych zamachów na wolności obywateli i jako pretekst do mobilizacji Rosjan na wojnę z Ukrainą. Ukraiński wywiad ocenia jednak, że wykorzystanie tego pretekstu nie zmieni sytuacji na froncie.
- „Działania mobilizacyjne na terytorium państwa agresora nie ustały ani na jeden dzień. Dlatego globalnie atak na Crocus City Hall nie będzie miał wpływu na wojnę”
- ocenił Andrij Jusow.
- „Ale tak, wewnętrzny stopień histerii i wewnętrznej mobilizacji w Rosji może rzeczywiście wzrosnąć, chociaż retoryka propagandystów jest już tak neonazistowska i agresywna, jak to tylko możliwe. Dalej już iść nie można, trudno sobie to wyobrazić”
- dodał.
Stwierdził też, że po wczorajszym zamachu, Kreml będzie chciał zmienić wizerunek Rosji na arenie międzynarodowej. Celem jest kreowanie Rosji jako ofiary, a nie agresora.
