Na łamach ukraińskiej "Europejskiej Prawdy" ukraiński publicysta w tekście artykule pt. "Polska wybiera konflikt: dlaczego pogorszyły się relacje z naszym kluczowym sojusznikiem" wyraża przekonanie, że władze w Kijowie będą teraz wpływać na Polskę za pośrednictwem Brukseli i opinii publicznej, zapominając zupełnie najwidoczniej o jednej stałej cesze Polaków, że im bardziej się ich dociska, tym są sprawniejsi. Nie dostrzega tego też owa Bruksela, a konkretnie Berlin, którego przodkowie już się o tym wielokrotnie przekonali. Widać nauka i mądrość życiowa nie są przekazywane w germańskich genach…

Zdroworozsądkowe reakcje polskiego rządu w sprawie kryzysu zbożowego, określa – najprawdopodobniej zaczerpniętym z rosyjskiej propagandy – słowem „bolesne”. Uważa też, że ta sytuacja wzmacnia pozycję Ukrainy. Pytanie tylko: w jakim względzie?

A jeszcze tak niedawno, bo w zeszłym roku ówczesny doradca prezydenta Ukrainy Ołeksji Arestowycz stwierdził, że „gdyby nie Polska, już by nas nie było”. Ukraina jeszcze całkowicie nie wygrała, ale już niektórzy przedstawiciele jej elit dzielą skórę na niedźwiedziu, już są w ogródku i witają się z gąską. Miejmy nadzieję, że ukraiński naród posiada w swoich szeregach także bardziej lotnych publicystów i że dopuści ich opinię w dyskursie publicznym.

- Ukraiński publicysta stara się przedstawić kalendarium konfliktu o ukraińskie zboże, którego źródło widzi w "protestach polskich rolników", co stało się powodem "zakazu sprzedaży ukraińskich produktów rolnych". Uważa, ze "Kijów dwukrotnie w tej sprawie ustępował", ale nie wspomina ani o tym, że w ramach UE obowiązuje pewna wspólna polityka rolna, której wymogów ukraińskie zboże nie spełnia, ani o tym, że z ust najważniejszych polityków ukraińskich padły niemające potwierdzenia w rzeczywistości słowa o "blokadzie eksportu ukraińskiego zboża" (tranzyt przez Polską odbywa się bez przeszkód, a nawet rośnie), czy porównywania Polski do Rosji – pisze na portalu tysol.pl redaktor naczelny serwisu Cezary Krysztopa.

Jak zauważa publicysta zapewne świadomie pomija niestosowny gest ukraińskiego MSZ polegający na wezwaniu polskiego ambasadora Bartosza Cichockiego w rocznicę wybuchy Powstania Warszawskiego pod pretekstem wypowiedzi prezydenckiego ministra Marcina Przydacza o niewdzięczności Ukraińców za pomoc, której udzieliła im Polska.

- Oczywiście w pewnej części polskiego społeczeństwa popularne jest stanowisko, że skoro Polska tyle zrobiła dla Ukrainy, to ma prawo żądać od Kijowa pewnych ustępstw.

Jednak do niedawna tylko polityczny margines, które miał minimalne szanse na dojście do władzy, mógł sobie pozwolić na publiczne wyrażanie takich tez – czytamy w tekście Panczenki, który chwali skandaliczną wypowiedź byłego szefa polskiego MSZ Jacka Czaputowicza prowadzeniu przez Polskę wobec Ukrainy „polityki hien i szakali".